♥I wanna be Your LOVER!♥
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój numer 10 - Królestwo Daimona

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Gregor
Właściciel Teatru
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 11/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Nie Lut 16, 2014 1:41 am

Fakt faktem. Nie maił zielonego pojęcia, co działo się z jego przyjacielem. Dosyć sporo informacji, zostało utajonych przed nim, ponieważ domyślali się, że jak Gregor dowie się prawdy, to może odstąpić od nich, by móc go odnaleźć, żeby spędzić z nim resztę swego czasu. A nie chcieli stracić kogoś takiego jak on. Był geniuszem w tym, co robił. Jeden z najlepszych Aniołów  w Jego niebie. Ponadto, Bóg, nie mógłby odebrać mu mocy, tak jak zrobił to w przypadku Daimona. Nie chcieli robić sobie kolejnego bagna, więc dla dobra Gregor'ego, a raczej dla ich dobra, mało szczegółów mu zdradzali, dotyczące Upadłego, ewentualnie fałszywe, w co nie do końca wierzył Gregory, ale mimo wszystko, ustąpił im.
Już miał komentować jego wypowiedź, już miał mu dociąć, kiedy nagle ujrzał jego lewę ramię. Zszokował go ten widok, jeszcze bardziej niż, gdy go ujrzał. Ponownie uchylił wargi w widocznym szoku, zakrywając je swą dłonią. Podszedł do niego, łapiąc za lewe przedramię, aby nie dotknąć tej blizny. Przyjrzał się jej uważniej, zapamiętując każdy szczegół. Dzisiaj jego wzrok miewał się lepiej, gdyż założył swoje soczewki, tuż przed samym wyjściem.
- Trudno, aby coś przetrwało, gdy się nie widzi kogoś tyle czasu, nawet nie daje oznaki życia - odpowiedział już opanowaną tonacją głosu. Mówił także osobie, żeby nie było, że wszystko zwala na niego. Wtedy byłoby to nie fair względem Daimona. I tak trochę źle postąpił, naskakując tak na niego. Szmat czasu go nie widział... Nie wiedział, co miał zrobić, jak się zachować. Dopiero później zdał sobie sprawę, że źle robi, że nie powinien tak. Mimo wszystko, zaufanie i tak stracił, ale przy odrobiny chęci mógłby go odzyskać na nowo, co nie będzie już takie trudne, jak za pierwszym razem.
- Co Ci się tutaj stało? - spytał się, lekko zmartwionym głosem, puszczając jego przedramię. Mógł się domyśleć, co tak naprawdę się stało, jednak wolał to od niego usłyszeć. Zapewne lepiej by się poczuł, o wiele lepiej.
- Chciałem przyjść! - skupił się bardziej na jego ostatnich słowach wypowiedzi, niż na całej reszcie. Wbrew pozorom chciał przyjść, pragnął tego, niestety nie mógł. Miał kategoryczny zakaz opuszczenia Nieba do odwołania. Nie potrafił się przeciwstawić Twórcy, więc posłusznie usłuchał  Jego rozkazu.
- Nie przyszedłem do Ciebie, tylko... To czysty przypadek, że na Ciebie natrafiłem. Miałem przyjść do kumpla, bo mieszka tutaj, a jak zwykle pomyliły mi się numery pokoju... Nie sądziłem, że kiedykolwiek Cię spotkam w takim miejscu - mruknął już całkowicie uspokojony, masując swój kark. Naprawdę nie wiedział co myśleć. To się stało tak nagle, tak niespodziewanie... Nie chciał na niego tak naskakiwać, tak to zrobił, no ale cóż... Czasu nie cofnie, choćby bardzo tego chciał.
Może nie to, że zauważył, lecz poczuł woń krwi. Na początku zastanawiał się, co tak wali krwią, jednak nie był to mocny zapach. Dla wampira owszem, jednak nie dla niego. Dopiero po chwili, dostrzegł, że dłoń Daimona krwawi. Nie miał pojęcia dlaczego. O dziwo dobrego słuchu, nie usłyszał żadnego brzęku metalu, uderzającego o coś. Możliwe, że był zbyt pogrążony w to wszystko. W każdym razie... Zrobił parę drobniejszych kroków w jego stronę, łapiąc go za tą rękę, gdzie miał otwartą ranę.
- Debil... - mruknął jedynie pod nosem i dosłownie wepchnął go do pomieszczenia, kulturalnie zamykając za sobą drzwi. Widać było, że złość spłynęła po nim jak po deszczu. Zdjął szybko buty, informując go o tym, że jednak zostanie na dłużej.
- Będzie trzeba to opatrzyć... Gdzie jest łazienka? - spojrzał na niego w delikatnym uśmiechu. Wbrew pozorom martwił się o niego. Zastanawiał się przez ten cały czas, czy nic mu nie jest, czy dobrze się odżywia. Przez myśl, przemknęły mu takie myśli jak śmierć, a raczej w jego koszmarach ta wizja występowała. Po głębszej ciszy, dało nawet się usłyszeć z jego ust takie słowo jak przepraszam, lecz było ono bardzo ciche i mało wyraźne, jakby tym słowem, chciał ukoić wszystkie swoje grzechy. Jak na razie, nie dostrzegł gościa u Daimona w pokoju.


Ostatnio zmieniony przez Gregor dnia Nie Lut 16, 2014 1:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexiel
Szalony Naukowiec
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 26/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Nie Lut 16, 2014 3:08 am

Czekał, czekał i czekał. Schemat części broni był idealnie przerysowany, nawet w najmniejszym szczególe. Zaczynał się powoli zastanawiać, czy nie nadeszła odpowiednia pora na wycofanie się, sytuacja była trochę zbyt poważna, a gdy chłopak im bliżej nasłuchiwał się rozmowie, to tym bardziej miał wątpliwości, że plan Daimona wypali, ale nie! Nie może zawieść jego zaufania, będzie silny do końca i przebrnie przez wszystkie, nawet najbardziej absurdalne pomysły upadłego, w końcu czego się nie zrobi dla ukochanej osoby, nie? Wsłuchując się w dialogi, Alexiel doszedł do pewnego wniosku, osoba, która odwiedziła Daimona najwyraźniej była jego przyjacielem, a może nawet czymś więcej? A co by było w takim przypadku? A co jeśli jego ukochany nauczyciel czułby to samo do jego gościa? Wtedy najwyraźniej chłopakowi nie zostałoby nic innego, niż usunięcie się w cień, sam miał świadomość tego, że to nie była pora na miłosne wzloty i upadki, teraz był czas na zdobycie wiedzy i potęgi, której tak bardzo pragnął, tak samo bardzo, jak i upadłego. Za dużo błędów, zbyt wiele sprzeczności. Starał się racjonalnie, na swój chłody sposób ocenić całe zajście, chociaż mimo tak wyćwiczonego umysłu, nie wpadł mu żaden pomysł. Nic, zero, kompletna pustka. Pomieszał się już w tym wszystkim, a efektem tego było powstawanie kolejnych szkiców, najpierw drugi, potem trzeci, czwarty, piąty, a każdy następny był coraz to lepszy i lepszy, nie wiedział co ma zrobić, to wszystko było zbyt głupie i niepojęte. Wtedy dotarły do niego słowa Daimona, które niczym wiadro zimnej wody, obudziły go z nerwowego stanu. Po części współczuł, ale z drugiej strony zaczął się zastanawiać nad faktem strącenia Daimona, czyżby zrobił coś złego? Dlaczego został porzucony przez swojego "ojca"? Bo mu się raz przeciwstawił? Im dłużej nad tym rozmyślał, tym coraz bardziej gardził bogiem tego świata, przypominał mu on pewną bardzo podstępną i nie miłą istotę, której gatunek już dawno wyginął za sprawą chłopca i jego szaleńczych popędów, których teraz nie było, na szczęście, a jak to się stało, że wyginęła? Cóż, zadarła z pewną, bardzo ważną dla chłopczyka osóbką, po czym nieprzyjemnie i boleśnie potraktowała ją zębami, na nieszczęście, osóbka na której Alexielowi zależało, nie przeżyła ataku, a chłopak dokonał bardzo krwawej i jeszcze bardziej brutalnej zemsty, ale to była przeszłość! Teraz już się tak nie będzie zachowywał! Wszystkie spory rozwiąże za pomocą dyplomacji i rozmowy, kompromis słowny stał się jego główną bronią. W głosie Daimona udało mu się wychwycić żal, jakby wizyta obcego go bardzo zabolała, Alexiel nie powinien pozwolić, by ktoś kogo kocha cierpiał, ale tutaj nie miał ani jednego pola do wyprowadzenia manewru, musiał siedzieć tu jak jakiś idiota czekający na cud. Z tego wszystkiego nic dobrego nie mogło wyniknąć, chyba. Tę dwójkę musiało wiele łączyć, ale co to było, to tego mógł się tylko domyślać. Poczuł ciepło w sercu, bo zaczął sobie przypominać wszystkie te radosne chwile, gdy dzięki swojej znajomości psychiki innych, pomagał rozwiązywać większość konfliktów, a może i teraz te zdolności by się przydały? Nie! Bzdura! Nie ma zamiaru wykonywać polecenia, dopóki Daimon go nie wyda. I nagle jego przed chwilą przywołany spokój zniknął, gość miał zamiar pójść z upadłym do łazienki, ale po co do jasnej cholery? Co się znowu takiego stało, żeby musiał wchodzić? Chłopiec przymrużył oczy, a na twarzy pojawił się zły grymas, bo już wiedział na co się zapowiadało, najgorsza część tego wszystkiego, wyjaśnianie. Szczerze powiedziawszy, liczył na to, że upadły coś wymyśli, cokolwiek, co pozwoli uniknąć wszelkich kłopotów i nieprzyjemności. Czas tykał niemiłosiernie, a Alexiel starał się opanować, próbując zachować jak najbardziej neutralne zachowanie, chwycił swoje trzy ostatnie szkice części broni i zaczął je porównywać, chcąc zająć czymkolwiek myśli, chociaż wiedział, że w aktualnym stanie niewiele mu to pomoże, bo za chwilę nerwowa aura która opadła, mogłaby znowu się podnieść w górę, psując tym samym humor chłopakowi, a gdyby tak wreszcie spróbowałby się zrelaksować? To nie byłby najgłupszy pomysł, w końcu jest przy nim Daimon, on na pewno coś wymyśli, przynajmniej tego się spodziewał. A w razie, gdyby tak się nie stało, to po prostu opuści kulturalnie mieszkanie, zostawiając ich dwóch samych, po prostu sobie poczeka w szkole na swojego nauczyciela, bo właśnie z nim miał pierwszą lekcję, a może nawet po zajęciach będzie skłonny do tego, by opowiedzieć Alexielowi nieco więcej o jego przyjacielu? Po głosie wydawał się nawet na ciekawą osobę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daimon
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Nie Lut 16, 2014 10:03 pm

Daimon naprawdę nie chciał wracać do dnia, w którym pozbawiono go mocy Destruktora i wyrzucono z Nieba. Choć stało się to dość dawno temu to dalej bolało. Nienawidził walczyć z przyjaciółmi, a tego dnia właśnie musiał to robić. Wiedział, że dwóch z czterech skrzydlatych pokonał ale nie mógł się zmusić do tego by ich zabić. Tylko Sariel był w stanie go dosięgnąć. I niestety na jego nieszczęście również stanął z nim do walki po tym jak został uznany przez Pana za zdrajcę. Cóż każdy kto byłby na miejscu Daimona by tak postąpił. Niestety w Niebie również istniała zasada by nie myśleć za dużo i wypełniać rozkazy. Były Destruktor nie mógł już dłużej siedzieć cicho. Po prostu gdy usłyszał pozbawiony sensu i jakiejkolwiek logiki rozkaz Pana zbuntował się i to była jego jedyna wina. Wiedział, a raczej podejrzewał, że przyjaciel prędzej czy później o to zapyta. Wolał jednak by zapytał znacznie później. Ale co się stanie czas pokaże. Na razie był lekko wkurwiony na to, że Gregor wyraźnie robi mu wyrzuty.
- No pewnie miałem się dać poćwiartować siepaczom Sariela lub też jakimś innym żołdakom. Widzisz jakoś nie mogłem wrócić nie ryzykując własnym życiem. Ktoś dał mi bardzo dosłownie do zrozumienia, że jestem niemile widziany w Niebie i lepiej bym tam nie wracał. Jednak myślałem, że więź przyjaźni jaka nas łączyła przetrwa tą rozłąkę. Przecież doskonale wiedziałeś, że zawsze przychodziłem na spotkania z tobą. Jednak tego dnia byłem można powiedzieć lekko zajęty. – powiedział i spojrzał na swój lewy bark. Cóż tyle razy widział tą bliznę i jakoś mu się opatrzyła. Nie reagował już na nią jakoś emocjonalnie. W końcu od tamtej pory na jego ciele pojawiło się tyle nowych blizn i zadrapań, że każdą kolejną przestał liczyć. Dla niego była ona po prostu codziennością oraz pamiątka po tym, że zaufanie to towar bardzo łatwo psujący się.
- No cóż Sariel stwierdził, że „zdrajcy” trzeba pokazać gdzie jego miejsce. Po tym jak postawiłem się Panu ten archanioł doszedł do wniosku, iż jestem niespełna rozumu. Nawet zarzucał mi szaleństwo. W dniu mojego wyrzucenia podniósł na mnie miecz i musiałem z nim walczyć. To co tu widzisz to jedna z pamiątek po tej walce. Wtedy po raz pierwszy przegrałem z kimś na miecze. – powiedział tak beznamiętnie jak tylko mógł. Po co było pokazywać, że ta walka była najtrudniejszą rzeczą jaką musiał zrobić w życiu, Oczywiście walka jaką musiał stoczyć z antytezą Pana była o wiele cięższa. Tam jednak walczył ze sobą, a w tym przypadku walczył z przyjacielem i nie potrafił go unieszkodliwić. Taki był z niego Destruktor, który posiadał serce, choć od dawna martwe, na swoim miejscu. Chciał wyrwać rękę z uchwytu byłego przyjaciela, jednak widząc jego reakcję i jak na niego dość głupią minę zrozumiał, że Gregorowi zależy na jego życiu. No to teraz wie. Niech cierpi. Przyda mu się to. Przynajmniej dowie się jaki jest Pan i władca Nieba Sariel. Może teraz zrozumie czemu się nie pojawił.
- Ja nawet gdyby mi zabronili ruszać się z Nieba zrobiłbym wszystko, by ciebie znaleźć. Cóż rozumiem, że dla ciebie rozkaz Pana był ważniejszy ode mnie. – stwierdził patrząc prosto w oczy przyjaciela. Cóż teraz grał. Sam nie wiedział po co. Z nich dwóch to Gregor był o wiele lepszym aktorem, jednak Daimon jego słowa potraktował dość dosłownie. Być może źle odczytał zamiary jakie chciał mu przekazać były przyjaciel. No cóż nigdy nie był w tym dobry, ale miał nadzieję, że Gregor zechce mu to wytłumaczyć.
- Rozumiem. Czyli to, że tu jesteś jest po prostu zwykłym przypadkiem. No cóż czego się mogłem spodziewać. Być może w twoich oczach jestem debilem, który powiedział o parę słów za dużo i za to zapłacił. Więc jeśli chcesz iść do tego znajomego proszę, droga wolna. Ja ciebie nie zamierzam zatrzymywać. – rzekł. Tym razem było słychać wyraźny smutek w głosie upadłego. Miał nadzieję, że Gregor choć na chwilkę zostanie. W końcu twierdził, że mu się to należy. Przynajmniej mógłby wtedy otrzymać jakieś wyjaśnienia i mieć ogólny pogląd jak wygląda tak naprawdę sytuacja pomiędzy nim, a byłym przyjacielem. Co prawda uczucie jakie łączyło Daimona z Gregiem nie było zwykła, banalną przyjaźnią. To było coś więcej i upadły to doskonale czuł w tym momencie. Ręka krwawiła, a Daimon zaczął bardzo powoli tracić siły. Być może dlatego reakcja Gregora go zdziwiła. Dał się po prostu wepchnąć do pokoju. Oczywiście nie umknęło jego uwadze to, że anioł zdjął buty. Upadły nie mógł na razie uwierzyć w to, że Gregorowi na nim zależało. W jego głowie kłębiło się tyle myśli, że nie wiedział jak ma wiele rzeczy interpretować.
- Być może i debil, ale ostrożności nigdy za mało. – powiedział, a w myślach dokończył [i]szczególnie wtedy gdy jesteś wrogiem numer jeden niektórych mieszkańców Nieba.
Być może miał być to jakiś sarkazm ale w tym momencie Daimonowi nie było do śmiechu. W końcu nie zamierzał porzucać posady nauczyciela i nie chciał się stąd ruszać. Nie wiedział co ma teraz zrobić. Podejrzewał, że jeśli Gregor dowie się o łazience na korytarzu w życiu tam nie pójdzie. No cóż odpowiedzieć wreszcie trzeba pomyślał upadły.
- Łazienka jest na korytarzu. Wiesz tak jak to jest w takich miejscach. Tutaj nie masz wygód jak w hotelach. Sądzę, że możesz mnie spokojnie opatrzyć w pokoju. – powiedział i wskazał ręką by jego gość wszedł dalej. Jednak zanim ruszył przypomniał sobie o Chłopaku, który jak na razie zachowywał się wzorowo. Będzie go musiał pochwalić jak ten cyrk już się skończy.
- Widzisz nie wiedziałem, że ktoś mnie odwiedzi i mam mały bałagan w pokoju, to raz. A dwa to chcę byś kogoś poznał. Widzisz będąc na jakiejś bezsensownej ludzkiej wojnie uratowałem kobietę i jej wtedy pięciomiesięcznego synka. Niestety choć bardzo się starałem nie mogłem jej uzdrowić i matka chłopaka zmarła gdy jej syn osiągnął rok. Przed śmiercią uczyniła mnie opiekunem chłopaka. Tak się stało, że on mieszka ze mną i zarazem jest uczniem w tej szkole. Przez lata zdążyłem go pokochać tak samo jakby to był mój własny syn. – rzekł patrząc na byłego przyjaciela. Był ciekaw czy Gregor wyczuje lekką ironie w głosie upadłego, która mogła by oznaczać, że Alex rzeczywiście jest prawdziwym synem Daimona. Cóż zawsze można spróbować. Skoro w ten sposób może się lekko odegrać na aniele i jego byłym przyjacielu, to czemu nie wykorzystać sytuacji. Ostatnie słowa powiedział na tyle głośno by „pan Chemik” zdążył sobie przygotować jakąś bajeczkę na temat ojcostwa Daimona. Co z tego wyjdzie? Sam Pan raczy wiedzieć. Chociaż Daimon szczerze wątpił, że Jasność w ogóle interesuje się jego obecnym życiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexiel
Szalony Naukowiec
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 26/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Czw Lut 20, 2014 12:16 am

Jak dobrze, że nikt poza chłopakiem nie znał jego stosunku odnośnie miłości, no bo powiedzmy sobie szczerze, nikt nie chciałby mieć styczności z oszalałym człowiekiem, który jest gotów wysadzić w powietrze połowę świata dla osoby którą kocha. Gdyby znał jeszcze wcześniej Daimona, to zapewne on nadal byłby aniołem, pytanie tylko, dlaczego? Alexiel analizował wszystko to, co usłyszał, wnioskując tym samym, że Daimon niszczył światy z czyjegoś rozkazu, chociaż co tu było do wnioskowania, upadły sam powiedział to na głos. Zastanawiające było to, ile jeszcze nie taka jasna "Jasność" ma grzechów na swoim koncie, bo obdarzanie kogokolwiek mocą niszczenia galaktyk, światów a nawet wymiarów, jest jednym z poważniejszych wykroczeń jakich bóstwo może się dopuścić, ale mimo tego, często przymyka się na to oko, do momentu aż owa moc nie zostanie wykorzystana z rozkazu boga, wtedy konsekwencje mogą być naprawdę ogromne, wliczając w to stałe usunięcie go ze sfery astralnej co skutkowałoby całkowitym zapomnieniem, że kiedykolwiek ktoś taki istniał. Chłopak trochę współczuł zamieszkującym tutaj istot, ich los należał do bezwzględnego boga, który odmowę karał bardzo surowo, a owym, żywym przykładem takiej kary jest Daimon i jego upadek, co prawda, całej historii tego, jak to się stało Alexiel nie zna, ale w najbliższym czasie spróbuje wyciągnąć to i owo od obiektu swojego zakochania. Myśląc nad tym, czy powinien stworzyć raport i wysłać go do rady, odnośnie aktualnego stanu Ziemi, Alexiel nadal podsłuchiwał uważnie cały przebieg rozmowy, był pobudzony i wyjątkowo żywy, chociaż jego worki pod oczami mogły się temu sprzeciwiać. Dlaczego debil? Co się znowu tam dzieje? Wyraźnie usłyszał to, że drzwi się zamknęły, jednak głos gościa nie ucichnął, ba, wręcz dało się usłyszeć zaniepokojenie, co prawda słabo słyszalne, ale dla wytrenowanego ucha nie było to problemem. Alexiel wstał z podłogi, odrywając się od szkiców i cicho zerknął na korytarz, chcąc dostrzec to, co się właśnie działo. - Jasny gwint... - szepnął cicho, zasłaniając usta ręką, dłoń Daimona krwawiła, obficie, i na nieszczęście na płytką ranę to nie wyglądało. Co robić? Co robić? Nie mógł się powstrzymać, pomimo racjonalnego szukania sposobu na rozwiązanie "krwistej" sytuacji, chłopak instynktownie podbiegł do Daimona, nie zwracając nawet uwagi na gościa, może to niegrzeczne, ale on nie był teraz w centrum zainteresowania chłopaka. I nagle mózg mu eksplodował, niczym bomba atomowa która rozerwała go na strzępy, odrzucając do każdego zakamarka czaszki, oczywiście, to stało się w wyobraźni, przecież ludziom nie wybuchają mózgi ot tak bez powodu, nie? Jednym słowem, doznał szoku po ostatnich słowach upadłego. Syn? Czy to jakiś program z ukrytą kamerą? Zapytał sam siebie sarkastycznie w myślach. Rozumiał, trzeba było zmyślić jakąś bajeczkę, co osiemnastoletni uczeń robi w pokoju swojego nauczyciela o tak wczesnej porze, jednak według chłopaka, pomysł upadłego był kompletnym strzałem w płot. Ale trudno, już się w to wpakował i musi zacząć grać tak, jak mu jego wiedza podpowie, w tym momencie nie będzie miejsca na jakiekolwiek potknięcia. Wybudził się z szoku, gdy przypomniał sobie o aktualnym stanie Daimona, widok zapewne nieprzyjemny, bo krew kojarzyła się mu tylko z jednym, a na samo wspomnienie o tym, dostawał gęsiej skórki. Podbiegł do upadłego chcąc spojrzeć na stan jego dłoni, jednak nieznajomy gość najwidoczniej go uprzedził, więc bez dłuższego namysłu i w lekkiej panice, Alexiel pobiegł z powrotem do pokoju i zaczął grzebać po szafkach, szukając bandaży i jakiejś opaski uciskającej. On chyba zgłupiał do reszty, ostrożności nigdy za wiele, ale nie jeśli ma dojść do samookaleczenia! Karcił upadłego, choć wolał tego nie mówić głośno, bo jeszcze by mu się zrobiło przykro czy coś, ale nie było to istotne, nie teraz. Wygrzebał gdzieś w jakimś zakamarku bandaż, zwinięty w gruby rulon, prawdopodobnie nigdy wcześniej nieużywany, chwycił go i rzucił na łóżko, natomiast nie mógł znaleźć niczego, co mogłoby zrobić za wstążkę uciskową, nic, zero, kompletna pustka, ale wtedy wpadł na genialny pomysł. Chwycił rękaw swojego pasiastego swetra zębami, naciągnął go po czym złapał go ręką i ułożył na blacie, wziął do ręki nóż i zaczął nerwowo ciąć materiał, a gdy był już gotowy, Alexiel włożył ostrze pomiędzy materiał i przeciął go jeszcze raz, tworząc niewielki pasek, ale na wstążkę powinien być wystarczający. Pobiegł z powrotem do ciasnego korytarza i chwycił Daimona za rękę, chcąc zaprowadzić go na łóżko, by ten przypadkowo nie zemdlał. - Tato. - Dla niego wypowiedzenie tego słowa było niewiarygodnym wysiłkiem, to było trochę... Trudne? - Chodź, muszę cię opatrzyć! - W jego głosie wyczuwalny był lęk i strach, nie chciał żeby upadłemu cokolwiek się stało, nawet jeśli byłaby to jego własna, indywidualna wola. Ciągnąc upadłego przez korytarz i finalnie docierając do pokoju, Alexiel posadził Daimona na łóżku, chwytając za pasek który wykonał ze swojego swetra, i owinął go raz nad dłonią upadłego, starał się to robić jak najdelikatniej, ponieważ przy mocniejszym zaciśnięciu, krew mogłaby całkowicie nie dopłynąć do rany, co wywołałoby martwicę tkanki, a nikomu nie było do szczęścia, na wieść o amputacji jakiejkolwiek z kończyn. Spojrzał na niego tak, jak matka patrzy karcącym wzrokiem na swoje dziecko, które właśnie przewróciło się na rowerze bo jechało bez trzymanki, a teraz płacze bo sobie starło kolano. Całe to zajście wyglądało śmiesznie, ale chłopak był po prostu przewrażliwiony na punkcie upadłego. - Tatku, jeśli twoje metody bezpieczeństwa kierują cię w stronę samobójstwa, to odpuść je sobie, sam wiesz, że potrafię o siebie zadbać! - Powiedział, tym razem ze swoim typowym entuzjazmem, który tak często dawało się usłyszeć z jego gardła. Gdy skończył zawiązywać wstążkę nad dłonią, powstrzymując krwotok, znowu podbiegł do półek w poszukiwaniu chusteczek higienicznych, i o dziwo je znalazł, niesamowite jak wiele rzecz można było znaleźć w czyimś mieszkaniu. Wrócił do Daimona, wyciągnął chusteczkę i zaczął powoli przecierać ranę, chcąc pozbyć się zbędnej ilości krwi i wszelkich drobnoustrojów. Głupol! Nigdy więcej mnie tak nie strasz!. Oj tak, był strasznie przewrażliwiony na jego punkcie, tak bardzo przewrażliwiony, że nawet przestał zwracać uwagę na gościa, Daimon był ważniejszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Właściciel Teatru
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 11/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Czw Lut 27, 2014 2:19 pm

- Nie, mogłeś kuźwa po prostu zadzwonić. Ja próbowałem milion razy i nic z tego nie wyszło - przegryzł dolną wargę, a przekleństwo, które wydobyło się z jego strun głosowych, było baardzo nie w jego stylu, o czym Daimon powinien raczej wiedzieć. Gdy używał jakichkolwiek wulgarnych słów, można było się domyśleć (oczywiście jak ktoś go znał), iż zależało mu na danej osobie i był głęboko niezadowolony, że tak to wszystko się potoczyło.
- I nie mówiłem tylko o Tobie, o sobie także - dodał po dłużej ciszy z ciężkim westchnięciem.
Cóż... Mimo wszystko, iż Daimon był dobry w walce z bronią białą, to Sariel był stokroć lepszy od niego, o czym mógł się właśnie przekonać. Dopiero po tej bliźnie, po tym wszystkim, zrozumiał, jak ciężko musiało być Upadłemu. To co on czuł, a Gregor, to... Nie da się po prostu tego porównać. Strasznie mu teraz głupio było. Bezczelnie postąpił w stosunku do Daimona.... Może uda mu się to naprawić?
Na nowo oblizał wargi, aby móc je nawilżyć. Te jego spojrzenie... Zauważył, że teraz z nim po prostu pogrywa. Jednak nie miał mu tego za złe, wręcz odwrotnie. Pomyślał, że mimo wszystko, zasłużył na takie traktowanie... W sumie to on zaczął tą całą szopkę, z której wolał już się uwolnić.
- Myślisz, że nie próbowałem? Ale tak samo dali mi do zrozumienia, jak Tobie, że "nie jestem tam mile widziany". Nie miałem tyle odwagi, co Ty, aby móc się im przeciwstawić, przepraszam... - ukazał skruchę, swą uległość... Aż z tego wszystkiego, zrobił się głodny, co jego brzuch dawał we znaki. Na jego kolejne słowa, parsknął pod nosem całkiem podobnie, jak to konie parskają. Spojrzał mu głęboko w oczy.
- Doskonale wiesz, gdyby nie chciał tutaj być, skłamałbym, że w ogóle Cię nie pamiętam i poszedł stąd... Cieszę się, że znowu mogę Cię zobaczyć - oznajmił, delikatnie się uśmiechając do niego.
- Mhm, szczególnie w szkole? Oni od dawna mają Cię w głębokim poważaniu, chyba, że narobił sobie jakiś nowych wrogów.
Ano, to uczucie między nimi, nie było zwykłą przyjaźnią dwóch istot. To było zdecydowanie coś więcej, z czego z pewnością zdawali sobie z tego sprawę... Jak długo będą tajać to przed sobą, skoro do tej pory nic nie było? Czas pokaże.
Gdy usłyszał o łazience na korytarzu, w ten odezwał się jego pedantyzm i od razu, jego mózg zarejestrował brut, jaki może tam być. Na samą myśl, wzdrygnął się niechętnie. Przez to wszystko, musiał poprawić but, gdyż źle go położył.
- Masz rację, opatrzę Cię w pokoju - oznajmił i gdy już chciał wchodzić, z ust Upadłego, dowiedział się o jakiejś pokrętnej historii, niepasującą - przynajmniej Gregora zdaniem - do jego osobowości. Średnio chciał w to wierzyć, ale zaraz po tym, wpadła małych rozmiarów istota, w porównaniu do tych dwójki. Szybko zarejestrował go swym osłabionym wzrokiem i gdy ten chwycił dłoń Daimona i pociągnął do pokoju, Gregor, zabrał swoją dłoń jak oparzony. Widział całą sytuację, jak się zajmuje Daimonem, jego gesty oraz zachowanie w stosunku do niego. To nie jest z pewnością zachowanie syna, oj nie. Czuł jakąś dziwną aurę w powietrzu, która mówiła mu, że mimo wszystko, nie jest to dobry moment, aby zostać na dłużej, że coś jest nie tak. Chwycił się za nadgarstek ręki, którą trzymał Daimona, mając ją na wysokości swojej klatki piersiowej. Przegryzł dolną wargę i nabrał głęboko powietrza, przez cały czas obserwując tą dwójkę.
- Sądzę, że nie jest to zachowanie podchodzące pod syna, chociaż mogę się mylić... - odezwał się nieco zmieszanym głosem, nie widząc, co ma myśleć. Znowu przyszył wątpliwości i na nowo ma wrażenie, iż zachował się jak kompletny debil. Jego dłonie, zaczął zalewać pot. Było widać, że jest zakłopotany tym wszystkim, tą całą sytuacją.
- Myślę... Ja lepiej sobie pójdę - oznajmił krótko i zaczął ubierać swoje obuwie. Miał nikłą nadzieje na to, że sobie na spokojnie wszystko wyjaśnią, że może uda się naprawić to i owo. Był naprawdę głupi, myśląc w ten sposób. Tyle czasu minęło... Oczywiste jest to, że mógł zmienić uczucia względem niego, o ile jakiekolwiek żywił do niego. Nie minęła nawet minuta, a on był już gotowy do wyjścia. Niepewnie nacisnął na klamkę i... Tak został. Mimo wszystko, wahał się. Jak zwykle się wahał i nie był do końca pewny swoich czynów.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   

Powrót do góry Go down
 
Pokój numer 10 - Królestwo Daimona
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» Pokój numer 1.
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» Pokój numer 177; Himari Yoshino.
» Pokój numer 188; Kyoji Kusatsu i Momo Kyubei.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 ::  :: Akademik :: Pokoje Nauczycieli-
Skocz do: