♥I wanna be Your LOVER!♥
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój numer 10 - Królestwo Daimona

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Daimon
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Pon Lut 10, 2014 7:56 pm

Pokój, w którym rezydował nauczyciel posługiwania się bronią palną i białą niewiele się różnił od innych pokojów w akademiku. Z tego względu, że upadły wybrał pokój narożny był nieco większy od pozostałych. Na jednej ze ścian, trudnego do określenia koloru wisiały dwie półki, na których można było postawić jakąś książkę, kwiatka czy też ramkę ze zdjęciem były na razie puste. Po drugiej stronie stało łóżko nakryte ciemną, granatową kapą. Na przeciw łóżka stały dwie szafki i niski stolik z dwoma fotelami przy nim. Pokój zwężał się ku drzwiom wejściowym, a w powstałej wnęce została zamontowana szafa z przesuwnymi drzwiami. Kawałek dalej od szafy stał pokaźnych rozmiarów stojak na broń, która dumnie prezentowała się w pochwach. Tuż nad stojakiem wisiała szafka, na broń palną. W zwężeniu zamontowano około pięćdziesięciocentymetrowy drążek, który służył do treningu i utrzymania mięśni Daimona. W narożniku pokoju stała niewielka szafka z piętnastocalowym telewizorem. A tuż obok znajdowała się mała lodówka.

***

No cóż może i Daimon za bardzo się przejmował co powiedzą inni, ale wiedział jedno, nie wszyscy chcieli słuchać takich propozycji. Raines był już nauczony doświadczeniem i po prostu czasem był może trochę zbyt nieśmiały i ostrożny. Poza tym nie miał pojęcia jakie relacje mogą panować w tej szkole pomiędzy uczniem, a nauczycielem. To chyba bardziej zajmowało teraz myśli upadłego, niż to, że mógłby skorzystać ze swojej siły oraz autorytetu i przymusić ucznia do czegoś. On wiedział kiedy może użyć swoich możliwości i kiedy może się trochę ostrzej zabawić. Patrzył na Alexiela i dopiero po jakimś czasie do jego umysłu zaczęło docierać, iż kiedyś spotkał podobnego mężczyznę o fioletowych oczach. Wtedy skończyło się to niedobrze dla Daimona, ale o tym na razie nikt miał się nie dowiedzieć.
- Widzisz nie mam podstaw do tego by ci nie ufać. Czuję, że jesteś dobrym człowiekiem. Nie potrafię tego wytłumaczyć ale to wiem. – powiedział spokojnie i szczerze. Jak każdy anioł, nawet upadły wolał być szczery wobec innych. I choć większość anielskich cech została w nim już dawno zastąpiona przez ludzkie rządze i pożądania, którym daleko było do cnót i przymiotów mieszkańców Nieba. Czasem się zastanawiał co się dzieje wśród jego dawnych przyjaciół jednak od razu po tym widział jak go ci „przyjaciele” potraktowali. Dlatego od dawna nie czuł z nikim silnej więzi, nie wiedział nawet czy kiedykolwiek przyjdzie znów komuś zaufać tak jak aniołom, którzy go zdradzili. Zeskoczył już dawno z blatu biurka i stał patrząc się w okno. Nawet nie zauważył, że chłopak koło niego drepcze zaniepokojony.
- Oj wybacz. Masz rację musimy się zbierać. Co prawda w jednym kawałku byśmy dotarli ale nie chciał bym się przeciskać siłą przez tłumy dzieciaków. – powiedział jeszcze bardziej zamyślony. Wspomnienia, nawet bardzo bolesne zaczęły zaprzątać jego głowę. Doskonale pamiętał jak kiedyś musiał się przedzierać by uratować innym życie Ile to razy wyciągał pomocną dłoń gdy już wszyscy myśleli, że jest za późno. Jak wiele razy ratował innym tyłki, bo popełnili takie, a nie inne decyzje. Często był postrzegany wtedy jako bohater, ale później znów spadał z hukiem na ziemię i wracał do opluwania oraz wyzwisk jakimi raczyli jego uszy niżsi rangą aniołowie. Dlatego właśnie uodpornił się na różnego rodzaje uczuć i ciężko było szukać w nim czegoś więcej niż sarkazmu czy też wrednej i dość porywczej natury. Dopiero po jakimś czasie do jego uszu dotarły kolejne słowa Alexiela. Z początku nie wiedział co na nie odpowiedzieć. W końcu przyznawanie się do słabości nie leżało w jego naturze. Gdy wreszcie ułożył sobie to wszystko w myślach, spojrzał w oczy chłopaka i wziął głęboki oddech.
- Sam nie wiem czego chciałem. Widzisz jestem tu nowy i nie wiem jakie realia i zasady tu panują. Nie chcę łamać żadnej z nich chociaż znając życie pewnie już z dwie lub trzy złamałem. – rzekł jakby był zupełnie oderwany od rzeczywistości. Mówił to co ułożył sobie w myślach i dopiero wypowiadając te słowa zrozumiał jak głupio to wszystko zabrzmiało. No cóż dalsze słowa chłopaka tylko potwierdzały uczucia i obawy Daimona. Dziwił się, że ten uczeń potrafił tak dobrze czytać w jego sercu. Nie podobało mu się to za bardzo ale jak na razie nie przeszkadzało mu to zbytnio. Spokój jaki trawił obecnie duszę Rainesa był przytłaczający i dla upadłego zupełnie nie zrozumiały. Po chwili gdy wreszcie wyrwał się z tego dziwnego jak na Grega odrętwienia ruszył do drzwi i poczekał na „pana Chemika”. Swoją drogą jego pierwsze wypowiedź bardzo zdenerwowała i można powiedzieć zapaliła w głowie byłego anioła czerwoną lampkę ostrzegawczą. Słyszał oczywiście co mówił uczeń gdy szli przez puste szkolne korytarze. Echo docierało do jego uszu. Gdy usłyszał o szczerości lekko się spiął.
- Z jednej strony się cieszę, że otwarcie mówisz o swojej szczerości. Cieszę się również, że chcesz być wobec mnie szczery. Mogę ci tylko obiecać to samo, ale nie wiem czy będę w stanie komuś bezgranicznie zaufać. – stwierdził spokojnie i szczerze do bólu. Wolał by Alexiel wiedział na czym stoi. Daimon po prostu bał się po raz kolejny przejechać się na kolejnej osobie, która zarzekała się, że będzie szczera wobec niego. Szli przez dziedziniec i po chwili stanęli przed Akademikiem. Tutaj Daimon mógł się troszkę rozluźnić jednak nie wiedział na ile tak może sobie pozwolić. Weszli razem do budynku i zaprowadził chłopaka do pokoju numer dziesięć, w którym od niedawna mieszkał.
- Rozgość się. Ja muszę tylko wziąć bron i przyrotować się do wyjścia na trening. - powiedział i podszedł do rozsuwanej szafy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexiel
Szalony Naukowiec
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 26/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Pon Lut 10, 2014 9:18 pm

Był pod wrażeniem mieszkanka Daimona, który w przeciwieństwie do domu Alexiela był dość skromny. Chłopak posiadał u siebie dość dziwne usprawnienia, wiecie, zjeżdżalnie, wielkie szklane tuby po środku kuchni które były wypełniony słodyczami... Jednym słowem, w domu dzieciaka panował widoczny przepych, a tu było tak skromnie, tak przytulnie. - Dobrze, poczekam! - Zdjął z siebie kurtkę i powiesił ją na wieszaku, zaczynając powoli zwiedzać całe mieszkanko, z sekundy na sekundę wydawało mu się piękniejsze, albo Daimon był minimalistą, albo po prostu nie lubił przepychu, ale jakieś roślinki by mu się tu przydały! Powinienem się jakoś odwdzięczyć Daimonowi, jakoś podziękować, ale co on może lubić? A co jeśli nie trafię w jego gusta? Tyle koncepcji, tyle myśli, a konkretniejszego pomysłu żadnego, ale ale! Przecież... Wiem! Kupię mu jakaś roślinę! Może rosiczkę? Albo bambusa, uu, nie, palma będzie lepsza! Palma to chyba mu odbiła, no ale trudno, jak się uparł to dopnie swego, chociaż w głębi duszy nadal uważał, że to za mało, a gdyby tak oferował coś z siebie? Nie był dżinem, więc życzeń nie spełniał, ale nadrabiał to swoim darem. Nie przestając zwiedzania każdego zakamarku domu, Alexiel nadal rozmyślał wszystkie za i przeciw na temat tego, co postanowił dać Daimonowi od siebie poza rośliną. Ale czy był gotowy dokonać tego, czego tak bardzo się obawiał? Co jeśli zbyt bardzo zaufa nauczycielowi, a on potem to wykorzysta przeciw niemu, rujnując przy tym wszystko, nad czym chłopak tak ciężko pracował przez swoją jakże krótką egzystencję? No cóż, najwyżej Alexiel wysadzi siebie w powietrze za karę, narodzi się z powrotem w wieku dwunastu lat i zacznie swoją tułaczkę od początku.
Podszedł do okna, spoglądając za firankę, w momencie na jego twarzy pojawił się ohydny grymas przypominający minę kota który musi się wysrać, ale ma zbyt dużą kuwetę i nie wie gdzie. Na dworze było już ciemno i zaczął sypać śnieg, i nie był to śnieżek pruszek, tylko zakichana śnieżyca która raczej nie miała ochoty tak szybko odejść. Jakim cudem czas tak szybko zleciał? Czyżby aż tak długo szli do akademika? A może to pętla czasowa? Nie, nie przesadzajmy już, podczas zimy często bywa tak, że ciemności wychodzą już po godzinie szesnastej. Tak czy siak, w taką pogodę raczej nie poćwiczą, no chyba, że w domu, ale to naprawdę marny pomysł, dziury w ścianie nie wyglądałyby zbyt ciekawie. Zawiedziony Alexiel usiadł na jednym z fotelów z założonymi na piersi rękoma, nie ukrywając swojego niezadowolenia z powodu pogody. Miało być pięknie, słonecznie i radośnie, a tu wilcza rzyć. Chociaż nadal mogli pójść poćwiczyć, w ciekawszym miejscu niż to, tylko czy Alexiel dostatecznie ufa Daimonowi na tyle, by pozwolić sobie na tak zuchwały ze swojej strony ruch? Za i przeciw były zbyt bardzo zrównoważone, w tej sytuacji nie było innego wyjścia, niż pozostać jeszcze przy obserwacji nauczyciela, może dodatkowa rozmowa pomoże podjąć decyzję chłopaki? - Daimon, spójrz za okno, wątpię by taka pogoda jest stosowna dla treningu... - Powiedział z wielkim zawiedzeniem w głosie. - Powrót do mojego domu też mi się nie widzi... - Ha! Gdyby w ogóle miał tutaj dom! I w sumie ani mu się śniło by w tym momencie opuścić mieszkanie nauczyciela, także teraz za wszelką cenę musi zachowywać się tak, by Daimon pozwolił mu zostać na jedną noc, a żeby ten mały bachor spał na zimnej podłodze! Ot co! Niech dostanie zapalenia płuc i umrze na śmierć w agonii i bólu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daimon
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Wto Lut 11, 2014 10:07 am

Greg nie wiedział jak ma interpretować zachowanie chłopaka. Podejrzewał, że w swoim życiu widział ładniejsze domy jak i pokoje. Daimon natomiast był można powiedzieć minimalistą. Przyzwyczaił się do wojskowego drylu i dlatego jego pokój wyglądał na pusty i pewnie nie za bardzo przytulny. Jednak upadłemu to nie przeszkadzało. W końcu to on miał się tu dobrze czuć, a nie jego ewentualni goście. Po wnikliwej obserwacji zachowań chłopaka odwrócił się do niego tyłem, a przodem do szafy i odsunął jedne z drzwi. Jego oczom ukazało się kilka strojów służących do treningów.
- To nie powinno potrwać zbyt długo. – powiedział wyciągając czarny strój przypominający dres. Jednak choć wyglądem przypominał zwykłe ubranie nie był nim. Właśnie te ubiory, które uznał za treningowe były jedynymi pamiątkami po okresie, w którym służył Jasności jako jej oddany anioł, a raczej jako jej oddana marionetka. Po chwili dał się słyszeć chrzęst skóry i dzwonienie sprzączek kurtki jaką Daimon miał na sobie. Jeśli ktoś w tym momencie go obserwował mógł zobaczyć czarne jak smoła skrzydła. Cóż upadły musiał je rozprostować. Tak długo trzymał je zwinięte pod kurtką, że teraz czuł wręcz niewyobrażalny ból gdy lekko rozprostowywał lewe skrzydło. Uważny słuchacz mógł usłyszeć nawet jak strzelają stawy i lekki szelest lotek. Po chwili to samo uczynił z drugim skrzydłem i korzystając z chwili wolności zamachał nimi by sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Na początku poczuł lekkie mrowienie, ale tym nie zamierzał się przejmować. Gdy już miał za sobą prostowanie i sprawdzenie skrzydeł ściągnął z siebie podkoszulek, który miał na sobie. To on skrywał największą tajemnicę Daimona. Jego ciało było pokryte licznymi bliznami. Niektóre wyglądały na świeższe, a inne na starsze. Jednak jak dziwniejsza była blizna na torsie Daimona, powstała po sztylecie jaki przebił mu serce. Upadły czuł, że wciąż pomimo tego, ze został strącony z Nieba emanowała ona mocą. Nie wiedział jak ma to interpretować, ale wiedział jedno. Dzięki temu, że Pan tchnął w niego życie, po tej żałosnej egzekucji jaką zorganizował ten napuszony demiurg, mógł dalej egzystować. PO chwili dały się słyszeć kolejne pobrzękiwania metalu. Daimon zakładał na siebie długi, czarny kaftan, który był zrobiony z setek malutkich tarczek zachodzących na siebie i tworzących lekki ale bardzo twardy pancerz. Gdy już uporał się z kaftanem chciał już zmienić spodnie jednak usłyszał głos chłopaka. Ten smutek i niepocieszenie jakie z nich biło wręcz poruszyło martwym sercem upadłego. Odwrócił się do okna i spojrzał przez nie. Cóż Alexiel miał rację. W taka pogodę nie da się trenować. Przez krótką chwilę Daimon rozważał pójście na krytą strzelnicę, ale by z niej skorzystać musiał by iść do Dyrektora, a na razie nie chciał poznawać owego jegomościa. No cóż trening będzie musiał poczekać.
- No cóż masz rację. W taka pogodę nie da się trenować. Nawet gdybym chciał cię czegoś nauczyć to i tak nic by to nie dało. Oczywiście ja strzelałem w gorszych warunkach, ale podejrzewam, że ty nie miałeś jeszcze broni palnej w rękach więc raczej nic by z tego nie wyszło. – powiedział spokojnie jakby to było dla niego normalne. Każdy nauczyciel czy to stary czy to nowy wiedział, że młodzi adepci jakiejkolwiek sztuki wojennej są niecierpliwi i chcą od razu widzieć efekty, a przy takiej śnieżycy byłoby to raczej niemożliwe. Nie mówiąc już o komforcie samego strzelającego. Raines pamiętał jak kiedyś przyszło mu strzelać w podobną zadymkę i choć on powalił paru przeciwników to i tak jego oddział musiał się wycofać, bo niebezpieczeństwo było zbyt wielkie. Usłyszawszy kolejną wypowiedź chłopaka upadły lekko się uśmiechnął.
- Nie wiem czy masz moc czytania w myślach czy też potrafisz odczytywać serca, ale nie zamierzałem cię wypuścić . Widzisz wiem, że w taką zadymkę łatwo się zgubić nawet jeśli droga do domu jest prosta i nie trzeba pokonywać zbyt wielkich odległości. Proszę rozgość się. A jeśli ci nie przeszkadza i będziesz w stanie na mnie takiego patrzeć, to nie będę chował skrzydeł. Po prostu nie lubię tego jak potem muszę je rozprostowywać. – powiedział. Oczywiście Daimon nie zamierzał mówić chłopakowi, że kiedyś chciał je sobie odrąbać by nie patrzeć na ich kolor. Jednak po chwili słabości przyszła chwila na myślenie i właśnie wtedy upadły stwierdził, że ich kolor nie zmienił się tak bardzo. W końcu będąc nawet w Niebie jego skrzydła nie były białe, a bardziej przypominały szare lub stalowe. Zresztą kto by się tam przejmował ich kolorem. To, że Daimon miał ich dość nie było spowodowane tym, że są czarne tylko tym, że właśnie one były jedynym widocznym znakiem jego upadku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexiel
Szalony Naukowiec
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 26/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Wto Lut 11, 2014 3:21 pm

Daimon najpierw zgodził się na dodatkowe lekcje, pokazał Alexielowi kim albo czym naprawdę jest, a teraz do tego jeszcze się zgodził na to, by chłopak został u niego w domu. To wszystko wprowadziło do jego głowy taki chaos, którego sam nigdy by nie wywołał w rzeczywistym świecie, dusza chemika, osoby chcącej wysadzać wszystko w powietrze na lewo i prawo była przytłaczana przez Daimona, sprawiając że Alexiel stawał się zagubioną owcą w lesie. Jego plan wypalił, ale nie było żadnego potknięcia, ani jednego, wszystko poszło perfekcyjnie co strasznie niepokoiło chłopaka, on zawsze musiał obmyślać jakiś plan b, a w najgorszych wypadkach plan f, a teraz był wyzbyty wszelkich pomysłów, może powinien pokierować się instynktem? Nie, instynkt sprawiał, że chłopak tracił kontrolę nad sobą, a na samo wspomnienie na te tematy przyprawiały go o dreszcze na skórze, uwierzcie mi, widoki rozczłonkowanych ciał nie jest przyjemny, ale cóż, często to było jedyne wyjście jeśli chciał przeżyć. - A więc jesteś upadłym. - fakt faktem, taka nowinka była lekkim zaskoczeniem dla chłopaka, sam osobiście spotkał wiele ras upadłych, w tym i aniołów, ale one śmierdziały smutkiem na kilometr, a do tego były dość agresywne i nieprzyjemne, a tu proszę, mamy przypadek Daimona, czyli obiekt dość pozytywnie nastawiony do życia, z perspektywy Alexiela. Wstał z fotela i jak zahipnotyzowany, wlepiał swoje oczy w skrzydła upadłego, był pod wielkim wrażeniem widząc ich... Hmm, jakby to nazwać, może ich majestatem? Wielkością? Kolorem? Może po prostu powiedzmy, że był zafascynowany wszystkim na raz, jeśli chodzi o temat skrzydeł. - Nie... Nie przeszkadza mi to. - Odpowiedział nieśmiało, ponownie się rumieniąc, przecież nie mogę ot tak bez pytania macać czyichś skrzydeł! Przecież to niegrzeczne, idioto idioto idioto! A więc to było powodem rumieńców! Chęć dotknięcia skrzydeł Daimona pewnie wzięła się stąd, że w wymiarze matki Alexiela, chłopak często widział latające po niebie anioły, zawsze o tym marzył, by dołączyć do ich orszaku, nawet sam kiedyś za pomocą portali próbował lewitować i latać, jednak maksymalnie udało mu się przelecieć cztery metry, po czym twarzą runął na spotkanie z ziemią, ojciec śmiał się z tego przez miesiąc, w sumie wszyscy się śmiali. Chłopak zawsze chciał dorównać innym w sile czy też mocy, samemu zapominając jak wiele sam potrafi. Przerwał wspominki swojej przeszłości, i w ciszy obserwował prostującego skrzydła Daimona, widok iście nieziemski i na pewno nie spotykany codziennie. - Nie miałbyś nic przeciwko gdybym... No wiesz... Dotk... - Nie umiał tego powiedzieć na głos, pewnego rodzaju strach odbierał mu mowę, czuł się tak jak wtedy, gdy prosił o prywatne lekcje, tyle że pomnożone to przez pięć. Przełknął ślinę a czoło otarł rękawem wycierając kropelki potu. - Czy mogę dotknąć twojego skrzydła? - powiedział to tak szybko, że dla nieuważnego słuchacza brzmiałoby to jak bełkot. Na miłość boską o co ja właśnie poprosiłem, po co ja to powiedziałem, dlaczego nie mogę trzymać jęzora za zębami? Co jest tutaj nie tak, rzućcie we mnie kotletem albo innym schabem, na bogów... Myśli nieskończone, a Alexiel sam siebie oskarżał w myślach o głupotę tego, co zrobił. Po chwili do niego coś dotarło, kolor skrzydeł Daimona nie był śnieżnobiały jak u pozostałych aniołów, chłopak sobie przypomniał to co wywnioskował, jego nauczyciel był upadłym aniołem, istotą która została strącona z niebios, ze swojej wiedzy i wywiadów pamiętał, że anioły nigdy same nie stawały się upadłymi, i w rzeczywistości siły nieczyste nie powodowały ich upadku z niebios, to były przyczyny wewnętrzne, a więc... Daimon został zrzucony z nieba. Pomimo tego, że jego aura potrafiła przyćmić bombową naturę, to Alexiel nadal zachowywał jej inteligencję i zdolności dydaktyczne. Nadal z lekkim stresem w oczach spoglądał na Daimona, a w jego głowie pojawił się pewien pomysł, i chyba był on znacznie ciekawszy niż pokazywanie nauczycielowi świata Alexiela. Tak, ten pomysł był o wiele ciekawszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daimon
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Wto Lut 11, 2014 9:13 pm

Upadły stał i przypatrywał się chłopakowi. Wiedział, że powinien trzymać skrzydła zwinięte i rozprostować przy gościu ale już miał dość chodzenia ze zwiniętymi i ukrytymi pod ubraniem skrzydłami. Nie wiedział jak inni upadli wytrzymywali ten ból i niewygodę. No cóż słyszał kiedyś, że upadli często odrąbywali sobie skrzydła by bardziej upodobnić się do ludzi. Raines jednak tego nie chciał. Po co miał się okaleczać skoro mógł po prostu pokazać światu jak i innym upadłym, że on się nie wstydzi tego kim jest. Cieszył się nawet, że z jego barków została zdjęta ogromna odpowiedzialność, jaką w dniu wskrzeszenia dał mu pan.
- Tak jestem upadłym i o dziwo nie wstydzę się tego. Nawet powiem ci więcej. Cieszę się, że Jasność już nie ingeruje w moje Zycie i nie daje mi czasem durnych rozkazów. Widzisz po ostatnim powiedziałem Bogu co o nim myślę i przestałem dawać sobą pomiatać. – powiedział to ostrzejszym tonem. Nie miał zamiaru rozmawiać o tym kim był. To, że znalazł się na ziemi było dla niego zbawieniem i błogim odpoczynkiem. Co prawda żałował, że w Niebie została jego ukochana jednak wiedział, że tak będzie dla niego najlepiej i nie będzie się teraz płaszczył przed Najwyższym i prosił o przebaczenie. W końcu nie miał powodu by to robić. Teraz wreszcie czuł, że trzyma własne życie we własnych rękach i może nim zarządzać tak jak chce. To była prawdziwa wolna wola i Daimon o tym doskonale wiedział. Zdziwił się fascynacją chłopaka jego skrzydłami. Upadły był już przyzwyczajony do ich widoku i do tego, że je posiada. Wiedział, że większość ludzi chciała je dotknąć dlatego, że były czarne. A już najbardziej rozśmieszył go jeden z jego towarzyszy broni, który stwierdził, że Daimon by być oryginalny ufarbował sobie skrzydła. No po prostu jego wypowiedź i cała sytuacja rozśmieszyła upadłego do tego stopnia, że pewnego dnia kupił jakąś farbę do włosów by pokazać temu niedowiarkowi, że nawet gdyby chciał sobie sam zmienić kolor lotek to byłoby nie możliwe. Nawet kazał temu gościowi samemu pofarbować swoje lotki by wiedział, że to oznaka tego, że Daimon jako anioł jest zbrukany i został skazany przez samego stwórcę na strącenie.
- Cieszy mnie to bardzo. Wiesz ukrywanie ich pod ubraniem jest dość bolesne i bardzo niewygodne. Chodzić z nimi również nie mogę, bo wyglądałoby to, że pysznię się karą od Boga. Wypracowałem więc swój system chowania ich. Ale później samo rozprostowanie jednego boli jak jasna cholera… – powiedział i jak zwykle on ugryzł się w język po nie w czasie. –… wybacz szczerość. Ja po prostu często mówię prosto z mostu i nie zastanawiam się czy to wypada czy też nie. – dodał lekko zmieszany. W końcu był nauczycielem, a jemu rzucanie niecenzuralnymi słowami na prawo i lewo nie przystoi. Zresztą w tym momencie Daimon miał w nosie zasady. Teraz był można powiedzieć u siebie i mógł robić co chciał. Nawet zapomniał, że ma gości i zapewne powinien podać cos do picia czy do jedzenia. Nawet przez chwilkę zastanawiał się co ma w swoich zbiorach w lodówce. Kolejne nieśmiałe pytanie chłopaka wybiło Daimona nieco z toku myślenia. Nie zrozumiał go za bardzo, ale sądząc po zachowaniu chłopaka i po tym jak się denerwował to raczej nie powtórzy swojej prośby. No cóż teraz trzeba było zdać się na kreatywność i zacząć myśleć jak człowiek, który się dowiedział, że właśnie rozmawia z upadłym. Ten tok myślenia zaprowadził Daimona do rozwiązania pytania chłopaka. Długo milczał rozważając za i przeciw. W końcu krążył pogląd, że upadli nie lubią by dotykać ich skrzydeł. Cóż z Daimonem było inaczej. On nie pozwalał tylko zbyt silnie ich macać czy też ciągnąć by dowiedzieć się czy są prawdziwe. No i co ja mam teraz zrobić. Grać niedostępnego czy po prostu powiedzieć chłopakowi, by ich dotknął zastanawiał się. W głowie Rainesa kłębił się tabun myśli i nadal nie wiedział co ma zrobić. Raz pozwolił na to i nie zawiódł się na tym człowieku, któremu pozwolił. Zastanawiał się jaki Alexiel ma powód. Nie sadził, że chłopak chciał się przekonać, że są prawdziwe, bo wyglądał raczej na takiego, który miał wiedzę o aniołach i upadłych. Więc co cię popchnęło do takiej prośby „panie Chemiku” zastanawiał się w myślach i szczerze powiedziawszy nie mógł znaleźć rozsądnego rozwiązania. No cóż trzeba będzie improwizować. Dopiero gdy to sobie uświadomił wpadł na pomysł.
- Pozwolę ci ich dotknąć ale pod dwoma warunkami. Pierwszy jest taki, że nikomu nie zdradzisz kim jestem, a drugi jest taki, że nie będziesz się starał wyrywać mi piór. Wbrew pozorom nie jest należy to do najprzyjemniejszych rzeczy jakie chciałbym czuć. Ale mogę ci obiecać, że jak jakieś mi wypadnie to postaram się pamiętać i ci je przyniosę. – powiedział. Czemu to zrobił? Nikt nie wiedział. Może chciał zapewnić sobie przychylność chłopaka, może dlatego, by sprawdzić jego lojalność, a może miał jeszcze jakiś inny, ukryty powód. To miało się okazać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexiel
Szalony Naukowiec
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 26/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Wto Lut 11, 2014 10:30 pm

Słuchał uważnie, analizując każde wypowiedziane zdanie przez Daimona, próbując wychwycić tonację głosu, jakąś emocję. Dziś przychodziło mu to naprawdę ciężko, ale to wszystko brzmiało tak, jakby anioł tego wszystkiego trochę żałował. Chłopak wiedział, że jako przedstawiciel swojej rasy musi teraz podjąć wybór, może pokazać Daimonowi swoje zdolności i pomóc mu wejść do nieba, albo może też siedzieć cicho, i według zdrowego rozsądku opcja druga brzmiała najlepiej. Póki co, na pierwszą sobie pozwolić jeszcze nie może, nie wiadomo czy anioł sam nie potrafi się dostać na górę, co spowoduje niepotrzebny spadek sił witalnych chłopca, i czy w ogóle Daimon chce tam znowu być. Za i przeciw znowu się równoważyły, a i tak pomysł pójścia do nieba brzmi o wiele ciekawiej niż wpuszczenie upadłego do siebie. Gdy tylko zgoda na dotknięcie skrzydeł została wydana, Alexiel wstał z fotela i ruszył powolnie by ich dotknąć, delikatnie po nich przejechał ręką chcąc mieć z nimi jak najdłuższą styczność, w dotyku były dość lekkie, z puszystością już gorzej, ale i tak nadal sprawiały wielkie wrażenie na chłopaku. - Skoro tego wymagasz to do tego się dostosuję, a więc masz moje słowo. - W końcu po jakimś czasie postanowił przestać smyrać skrzydła i stanął naprzeciw Daimonowi, przechylając głowę do góry i po raz kolejny patrząc mu w oczy. Musiał najwidoczniej mieć teraz bardzo ważny powód, by to robić. - Daimonie. - Zaczął dość oficjalnie, jakby czytał jakąś ważną wypowiedź do prezydenta. - Czy masz kogoś bliskiego swojemu sercu w niebie, i chcesz tego kogoś spotkać? - A jednak podjął decyzję, naprawdę miał zamiar otworzyć bramę do nieba. To, że upadły nie dostosowywał się do rozkazów tego na górze, nie znaczyło wcale że Alexiel może ignorować polecenia rady, która była potężniejsza niż jakikolwiek bóg. Jego celem jest chronić ten świat, ale nikt przecież nie może mu zabronić tego, by mógł uszczęśliwić jakąś istotkę, nie? Nadal miał spore wątpliwości co do tego wszystkiego, ale już powiedział i klamka zapadła, nie było w tym momencie możliwości wycofania się. - Chcę Ci się odwdzięczyć za to, co już dla mnie zrobiłeś, a to tylko jeden dzień naszej... - Zrobił krótką pauzę, by złapać głębszy oddech, cała ta sytuacja była dla niego nielogiczna, chciał się już obudzić, lecz nie mógł. Chciał znowu zacząć wysadzać budynki w powietrze, chciał znowu się uczyć, znowu podróżować, ale nie mógł, po prostu tego nie potrafił dokonać, nie w tym momencie, nie w obecności Daimona. - Przyjaźni. - Skończył, ten kretyn chciał zabrać upadłego na wycieczkę po niebie narażając przy tym swoje zdrowie, w sumie to chłopak byłby oprowadzany, bo nigdy tam jeszcze nie był, i czy będzie to się okaże. Silna chęć zdobywania wiedzy ustępowała ludzkim odruchom Alexiela, których już tak dawno powinien się pozbyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daimon
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Wto Lut 11, 2014 11:33 pm

Czy Daimon tęsknił za Niebem… Raczej nie. Zbyt wiele sił go kosztowało to, żeby powiedzieć wreszcie co czuje więc nie chciał tam wracać. Co prawda chciał zobaczyć swojego konia i choć raz się na nim przejechać, jednak to mógł zrobić, bo Piorun mieszkał teraz w stajniach władcy Otchłani i na pewno miał tam tak dobrze jak pączek w maśle. Oczywiście Raines musiał się wreszcie wybrać po swojego wierzchowca jednak nie wiedział czy sam Piorun będzie chciał zamieszkać na Ziemi. Na razie przesyłał pieniądze na jego utrzymanie więc miał zapewnioną najlepszą opiekę. Oczami wyobraźni widział siebie na powrót na Piorunie jak patrolują bezbrzeżne tereny Sfer, w których nie ma czasu i jest jedynie pustkowie. Westchnął zapominając kompletnie o tym, że w pokoju jest ktoś, kto na niego patrzy. Dopiero dotyk chłopaka otrzeźwił jego umysł.
- Powiedz mi dlaczego one cię tak fascynują? – zapytał. Miał oczywiście na myśli swoje skrzydła. Dla każdego upadłego jak i anioła to było coś normalnego. Coś powszechnego i zwykłego. Oczywiście zapominał, że ludzie mogą mieć na ten temat inne zdanie, ale teraz to się w ogóle nie liczyło. Dotyk chłopaka był niezwykle delikatny i o dziwo delikatny. Cóż to chyba najbardziej zdziwiło upadłego. Zwykle spotykał się z tym, że ludzie gdy tylko zobaczyli jego kruczoczarne skrzydła ciągnęli go za nie by sprawdzić czy są prawdziwe. Paru takich delikwentów Daimon musiał nauczyć, że powinni potraktować jego ostrzeżenia poważnie, jednak w przypadku „pana Chemika” było inaczej. Daimon miał wrażenie, że on chce poznać nie tylko ich budowę ale i fakturę. Upadły wiedział doskonale, że jego skrzydła już dawno utraciły miękkość puchu. Zresztą nigdy nie należały do miękkich i puszystych. Domyślał się, że chłopak może o to zapytać ale i na to były anioł mógł znaleźć odpowiedź.
- Dziękuję, że zachowasz to w tajemnicy. Wiem, że nie będzie to łatwe ale wierzę, że jesteś w stanie dotrzymać słowa. – powiedział i lekko się uśmiechnął. Cóż podobało mu się jak Alexiel traktuje jego prośby ale też jak potraktował jego skrzydło. Miał tylko nadzieję, że nie wyczuł na nim żadnych blizn. Prawdą było to, że na skrzydłach Daimona również znajdowały się blizny i każdy wnikliwy obserwator mógł je zauważyć lub też gdy upadły na to pozwolił wyczuć. Spokój spłynął na Rainesa jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i dopiero wtedy dotarło do niego, że popełnił wielki błąd. Wyminął chłopaka i podszedł do szafki, gdzie trzymał czajnik elektryczny, parę kubków i różne rodzaje herbaty.
- Wybacz mi mój brak ogłady towarzyskiej. Napijesz się jakiejś herbaty czy też czegoś zimniejszego? – zapytał tylko po to by odsunąć moment odpowiedzi na pytanie chłopaka. Nie wiedział bowiem jak miał mówić o pewnej anielicy. Córki jego byłego przyjaciela. Długo nad tym myślał, ale był pewny, że Sariel naopowiadał jej o nim niestworzone historie i zapewne ona nie chce go widzieć. Zresztą Daimon wcale się nie dziwił. Przez niego tyle wycierpiała i musiała walczyć o swoje życie. Myśląc o tym coraz więcej i dłużej nie znajdował dobrej odpowiedzi na pytania Alexiela. Wreszcie udało mu się podjąć jakąś decyzję. Nie było to proste ale wiedział, że tak będzie lepiej zarówno dla niej jak i dla niego.
- Alexielu… – zaczął po raz pierwszy wypowiadając jego imię. –… źle mnie zrozumiałeś. Otóż miałem kogoś, kto był bliski mojemu sercu w Niebie, jednakże teraz owa istota nie żyje. Ktoś przeciął nitkę jej życia przeze mnie, a dokładnie przez to, że paktowała o moje życie ze śmiercią. Dziękuję za propozycję zabrania mnie do Nieba, jednakże nie mam po co tam wracać. Zbyt wiele bolesnych wspomnień łączy mnie z tym miejscem. I uwierz mi nie musisz mi się odwdzięczać. Ja to robię z przyjemnością. W końcu to dla mnie zaszczyt, że ktoś zainteresował się moim przedmiotem, choć miałem wrażenie, że na samym początku zanudziłem was teorią. A co do tego, że wywiązała się między nami nić porozumienia i przyjaźni to masz rację. – dokończył. Chciał jeszcze coś powiedzieć ale nie wiedział jak swoje chaotyczne myśli ubrać w słowa. Przetarł na chwilkę zmęczone oczy ręką i pomasował skronie by lepiej mu się myślało jednak jedyny pomysł na jaki wpadł wydawał mu się tak banalny, że nie wart był wypowiedzenia. Val wybacz. Ty wiesz jaki ja naprawdę jestem i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy pomyślał jednak nie chciał po sobie pokazać tego, że cierpi. Sam nie wiedział co tak naprawdę stało się z jego ukochaną. Sariel powiedział my, że zginęła z ręki jednego z uzurpatorów, którzy na chwilkę przejęli władzę w Niebie. Daimon później go zgładził, ale nie uważał, że to jest ważne. Po chwili podszedł do fotela i usiadł na nim zakładając nogi na kanapę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexiel
Szalony Naukowiec
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 26/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Sro Lut 12, 2014 1:20 am

Usiadł z powrotem na fotel, nie spuszczając z Daimona fioletowych oczu, chłopak zastanawiał się nad kilkoma rzeczami, jedną z nich był powód upadku Daimona. Alexiel nie widział wielu opcji jeśli chodzi o domyślanie się, więc najprostszą drogą będzie po prostu zapytanie się samego upadłego, ale z tym może trochę poczekać. -Dlaczego? - zapytał z rozbawieniem w głosie. - Widzisz, od kiedy byłem mały i zacząłem umieć co nieco, często widziałem latające na niebie anioły, i zawsze chciałem latać z nimi, no ale cóż, los mnie pokarał tym że mało mam z ojca, a wiele z matki, i skrzydełek nie ma. - Dodał, śmiejąc się sam z siebie i ze swoich braków. Jego własne wady naprawdę mu przeszkadzały, ale starał się z nich żartować, ukrywając to, jak upierdliwe dla niego były, no ale przecież nikt nie jest idealny, nawet bogowie mają swoje pewne nieprzyjemne skazy. - Zawsze starałem się im dorównać, jednak moja moc nie była wystarczająca, i wszelkie próby kończyli się lądowaniem twarzą na ziemię. - Ponownie zadrwił z siebie, przypominały mu się te wszystkie próby lewitowania, ale wyglądało to, jakby ktoś miał zaraz upaść, ale zawiesił się w powietrzu. Położył swoje ręce na kolana, spuszczając głowę w dół i zaczął lekko mrużyć oczy, był zmęczony dzisiejszym dniem, chyba zbyt zmęczony. - Herbatę, jeśli możesz. - Drugi, zaraz po winie, napój który Alexiel uwielbiał, nie był wielkim znawcą herbaty, ale po prostu lubił ją wypić, często z dużą ilością cukru. Nie mniej jednak, zmęczenie dawało się chłopaki w znaki i zaczynał opadać z sił, a wiecie jak to mówią, człowiek zmęczony nie potrafi kłamać. Podniósł na chwilę głowę, by spojrzeć na okno, nic go nie zdziwiło, śnieżyca nadal hulała, a ciemności były wręcz nieprzeniknione. Gdy Daimon się do niego odezwał, ten szybko odwrócił swój wzrok od okna i zaczął się patrzeć na upadłego swoimi sennymi oczami, wsłuchiwał się w to co mówił, a z każdym następnym wypowiedzianym słowem, chłopakowi robiło się przykro. - Wybacz, nie powinienem był pytać. - Skarcił się ponownie w myślach i spuścił głowę w dół, pozwalając włosom zasłonić jego twarz, to prawda, nie powinien się o to pytać, i prawdopodobnie więcej o to nie zapyta, same jego zdolności psychologa podpowiadały mu, że Daimon cierpi, to uczucie było wręcz wyczuwalne dla chłopaka w powietrzu, ciężko było przed nim ukrywać emocje, oj ciężko. - Boli cię to, prawda? Mam na myśli twoją ukochaną, nawet jeśli to było dawno, to i tak ciebie to nadal rani. - Idiota! Dlaczego kontynuował temat, skoro nawet tego nie chciał? Po co robi coś, co jest sprzeczne z jego zdrowym rozsądkiem? Jedynym wyjaśnieniem jest efekt zmęczenia, chłopak mówił co myśli. Czuł się z tym źle, nawet bardzo źle, ale obiecał upadłemu szczerość absolutna. - Powiedz mi jedno, tęsknisz za nią? Bardzo? - Pytanie chyba zbyt oczywiste, ale jeśli chłopak chce pomóc Daimonowi, by ten ponownie zobaczył swoją ukochaną, musi owe pytanie zadać. - Mam pewien dar, dzięki któremu znów będziesz mógł ją zobaczyć, nie będzie materialna, ale wciąż będziesz mógł z nią rozmawiać. - Po prostu idzie załamać pod sobą ręce, plan Alexiela wyglądał mniej więcej tak, wejść do swojego wymiaru z Daimonem, pozwolić sobie na przywołanie duszy i pozwolić Daimonowi na  rozmowę z nią, wydaje się proste, ale nie dla chłopaka który będzie musiał cały czas podtrzymywać konwersację za pomocą swojej siły, we własnym wymiarze jest się jego bogiem, potrafiącym dokonać wszystkiego, jednak często poza wiedzą i wspomnieniami, nie można wyciągać z nich niczego innego, no chyba, że jakieś drobne pamiątki czy coś w tym rodzaju. Teleportacja o dziwo miała swoje własne zasady, co było utrapieniem dla każdego z chodzących, ale cóż na to poradzimy, tak jest skonstruowany świat od zarania dziejów i takim zostanie. - Wystarczy mi twoja zgoda, a pomogę ci pozbyć się bólu. - Czy w ogóle Daimon był na tyle odważny na to? Może był, może nie, wszystko zostało przez Alexiela wyłożone na jedną kartę, w sumie i tak miał iść spać, a jak zacznie mdleć to i tak uśnie, tyle, że u siebie w rodzinnych stronach. W sumie sama wizyta u siebie w domu tylko po to, by sprawdzić czy Rafael nie robi burdelu byłoby ciekawym pomysłem, mógłby też odwiedzić mamę, pomóc jej zrobić ciasto dla starszej pani Jenkins, a także zaglądnąłby do dzieciaków w przedszkolu, dlaczego on teraz siedzi na Ziemi zamiast zajmować się swoim własnym, radosnym światem pozbawionym trosk? Ale chociaż ten fotel jest taki wygodny i ciepły, jakby szeptał w ucho chłopakowi, by ten się ułożył i zasnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daimon
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Sro Lut 12, 2014 7:10 pm

Wysłuchał uważnie tego co mówił Alexiel. Rozumiał czemu był tak bardzo zafascynowany jego skrzydłami. Jednak nie był pewny czy zdawał sobie sprawy jak ciężko było kontrolować skrzydła jak i lot. Doskonale pamiętał jak parę razy miał połamane skrzydła. A już to co się stało podczas jego walki z Agnostem pamiętał jakby to było wczoraj.
- Rozumiem, jednakże nie rozumiem jednego. Dlaczego żałujesz, że masz mało z ojca. Wiesz ja w ogóle nie wiem jak to jest mieć matkę. Zostałem stworzony przez Boga czy też jak aniołowie go nazywają Jasność. Powinieneś się cieszyć, że miałeś mamę. Tak wiem jak to głupio brzmi. – dodał na końcu całej swojej przemowy. Wiedział, że zaczyna mówić od rzeczy no ale co się miał dziwić skoro upadły był po prostu piekielnie zmęczony. Może rzeczywiście za dużo myślał o swojej pierwszej lekcji, może to stres zjadł całą jego energię. Kolejne słowa jakie wypowiedział „pan Chemik” zastanowiły go. Cóż w końcu sam był bardzo ambitny i wiele od samego siebie wymagał. Cieszył się więc, że chłopak również wykazuje podobne cechy.
- Cieszę się, że wykazujesz ambicje i jak sądzę wytrwałość. Jednakże ja uważam, że każdy jest na swój sposób wyjątkowy i każdy ma jakieś moce, które może w sobie pielęgnować. No może nie dotyczy to zwykłych śmiertelników jednakże na pewno nie jeden anioł chciałby posiadać twoje moce. Możesz mi wierzyć. – powiedział. Skąd się brała ta pewność w głosie upadłego. To przecież proste. Sam był aniołem i wiedział doskonale, że moce chłopaka były tak niesamowite, że niejeden skrzydlaty chciałby takie mieć. Co prawda nie wiedział czy oddali by za to tyle determinacji i zaangażowania by je ćwiczyć jak siedzący w drugim fotelu chłopak. Nie wiedział co jeszcze może powiedzieć by go pocieszyć. Długo nad tym myślał aż w końcu dotarło do niego, że chłopak wyraził swoją prośbę o herbatę.
- Ok, nie ma żadnego problemu. Powiedz mi tylko jaką herbatę chcesz i w jakim kubku. Wiesz nie wiem jakie smaki lubisz lub też jaki jest twój ulubiony rodzaj herbaty. Sam nie jestem koneserem tego trunku ale od czasu do czasu lubię sobie wypić dobrą herbatę. – powiedział pokazując chłopakowi swoją kolekcję herbat prawie z całego świata. No cóż skoro upadły brał udział w największych bitwach i wojnach jakie wstrząsnęły Ziemią to chyba logicznym było, że zwiedził też wiele krajów, a w Chinach głupio było przyznać się wręcz zakochał. Zakręcił się więc koło czajnika. Wziął butelkę niegazowanej wody źródlanej i wlał odpowiednią ilość, by się zagotowała. Czekał na decyzję chłopaka i na chwilkę pozwolił sobie na odpłynięcie do czasu, w których był jeszcze w Niebie i spotkał się po raz pierwszy z Val. Pamiętał to dokładnie. Posiadłość Sariela na Ksieżycu, piękny sad obsadzony starymi jabłoniami i wiele niezwykłych zwierząt. Dopiero po jakimś czasie doleciał do jego uszu głos chłopaka.
- Nie masz za co przepraszać. Nie wiedziałeś, tak samo jak i ja nie znałem powodu, dla którego chciałeś się uczyć posługiwania się bronią palną. Widzisz to, że zapytałeś mnie o to, o co zapytałeś nie sprawiło mi bólu. Ja się już zdążyłem z tym pogodzić. – rzekł spokojnie i wiedział, że tym razem mówił prawdę. Czasu nie mógł cofnąć, a nawet gdyby to zrobił nic by to nie zmieniło. W końcu w tamtym czasie był słaby i bardzo mocno poraniony, a jego przyjaciele obawiali się, że może umrzeć. Val go uratowała jednak sama zapłaciła za to straszną cenę.
- Ciężko powiedzieć czy mnie to boli czy też nie. Na pewno cały czas czuję się winny i bezsilny. Wtedy kiedy to się działo i tak nic bym nie zdziałał. Miałem połamane skrzydła i wiele kości w moim ciele. – powiedział trochę wymijająco jednakże wolał zostawić to w ten sposób niż tłumaczyć chłopakowi całą złożoną walkę z Agnostem i to dlaczego w ogóle ją podjął.
- Tęsknię za nią. Zresztą podejrzewam, że to żadna nowość. Każdy by tęsknił za osobą, którą kocha lub kiedyś kochał. I naprawdę nie musisz mi się w żaden sposób odwdzięczać. Wierzę ci, że jeśli mówisz, że możesz mnie choć na chwilkę uszczęśliwić jednak potem czułbym tylko większy ból. Wiesz będąc aniołem mogłem przywołać sobie jej widmowy kształt, jednakże to nie było to. Dlatego dziękuję ci, ale nie chcę byś nadwyrężał swoją moc dla mnie. – stwierdził. Powody takiej a nie innej decyzji Daimona były dwa. Po pierwsze widział, że chłopak jest zmęczony, a podejrzewał, że to co zamierzał zrobić do prostych rzeczy nie należy. Druga sprawa była bardziej przyziemna. Po prostu upadły nie chciał znów odczuwać rozrywającego bólu w piersi, jaki odczuwał w chwili gdy Sariel powiedział mu co się stało w jego posiadłości na Księżycu. Oczywiście Daimon miał wystarczająco odwagi by stawić temu czoła ale na razie nie wiedział by jest na to gotowy i dlatego również odmówił Alexielowi. Poza tym wolał by chłopak nie stracił przytomności przy nim, bo znając życie upadły nie miałby zielonego pojęcia jak ma się zachować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexiel
Szalony Naukowiec
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 26/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Sro Lut 12, 2014 9:35 pm

Chłopak zaczynał powoli tracić kontakt ze światem, nie rozróżniając jawy od snu, gdzie on był? To mieszkanie było jakieś dziwne, wszędzie było pełno kolorów, a wokół żyrandolu latały dziwne ptaki o głowach mureny, zaraz, chwila, skąd tam do cholery żyrandol się wziął? Alexiel przetarł oczy, starając się pozbyć tych dziwnych, sennych wizji. Do tej pory nie usnął jeszcze dzięki Daimonowi i jego głosowi. Pomimo wielkiego zmęczenia, starał się trzymać oczy najszerzej otwarte, przeprowadzając burzę myśli przez głowę, to był taki jego sposób by nie usnąć, skupić się na nieokiełznanym chaosie, i nie raz ocaliło mu to dupsko. Przypomniał sobie pewną akcję, gdy musiał ubić jednego humanoida, który miał siłę by wpływać na czyjś umysł, potyczka długo trwała, bo ani jedna rana nie została zadana, przynajmniej nie fizyczna. Alexiel wtedy opracował genialny system ochrony przed takimi atakami, które mają rzekomo wpływać na czyjś umysł. Dostępu nie blokował, to odczyt myśli chłopaka był praktycznie niemożliwy, pojawiały się w nim słowa, wrzaski, krzyki, obrazy, ryki, dźwięki i wszystko, co było tylko możliwe, często to skutkowało dużymi bólami głowy obu ze stron, ale i tak zabawnie było patrzeć na twarz oponenta gdy temu wręcz piana ciekła z pyska, a głową uderzał o ścianę, i nie, chłopak nie przedstawiał strasznych obrazów ani wizji, to działało jak pewne wirusy w komputerach, system nie mógł wytrzymać ciągłego przypływu idiotycznych i bezsensownych danych, więc po prostu się "wyłączał", zabawna taktyka jeśli nie posiada się zbytnich odporności na tego typu zdolności. Ze sfery wspomnień wybudził go ponownie Daimon, zaraz, czy Alexielowi znowu się przysnęło? - Cóż, mój tatko był bardzo potężny, nawet jak na smoka. Posiadał wiele zdolności i talentów, których ja niestety nie odziedziczyłem, no, może poza zadziornością i wiecznym zmęczeniem. - A ową skłonność zademonstrował na lekcji u Daimona. Pozycja w fotelu zaczęła mu przeszkadzać, chociaż i tak nie chciało mu się jej zmienić, no bo po co? Lepiej siedzieć porządnie na swoim dupsku i narzekać, że ci źle. - Czarną zwykłą, z pięcioma łyżeczkami cukru. - Cukier, cukier i jeszcze raz cukier, jedna z rzeczy, którą Alexiel uwielbiał i kochał bezgranicznie, dodaje cukier prawie do każdego napoju, do wina, mleka, kawy, a raz dodał do coli, co skończyło się radosnym gejzerem z butelki który ochlapał wszystkich wokół, no ale skąd chłopak mógł wiedzieć, że tak się stanie? Wtedy jeszcze nie był chemicznym maniakiem! - Wiesz, większość aniołów z którymi miałem nieprzyjemność rozmawiania, uważali moją zdolność za nic. - Po czym wyrywałem im wszystkim pióra z ich skrzydeł, głupie, zadufane w sobie narcyzy. To nie to, że nie lubił aniołów, po prostu miał do nich pewne uprzedzenia, tak jak właściwie do każdej rasy. To było według niego smutne, bo większość z ich przedstawicieli, wnioskując z przeprowadzonych przez niego wywiadów, wskazywała i wręcz podkreślała to, że jest rzekomo rasą wyższą niż inne, królewską? Czystą? Coś takiego, nie mniej jednak, Alexielowi nie podobał się te durne podziały na wyższych, mniejszych, głupszych i bardziej inteligentnych, każda istota miała w sobie coś niepowtarzalnego, czym, jeśli chciała, potrafiła zamaskować resztę swoich wad, stając się jednostką prawie że idealną, a teraz pomyślcie, gdyby tak każdy pomyślał, byłyby dwa wyjścia, albo wielkie wyżynanie się ras, bo palma im odbije na punkcie swojej wielkości, albo zgoda ich wszystkich i uznanie każdej żywej istoty za jednostkę idealną, co skutkowałoby wszechpokojem, wszędzie, a gdyby to nastąpiło, co jest mało prawdopodobne, to wszelkie granice między wymiarami zostałyby zatarte, i kto wie? Może powstałby jeden, ogromny świat gdzie każda rasa żyje w zgodzie? Bajki, marzenia i mąciwoda, to nigdy nie nastąpi, przeciwieństwa między rasami zawsze były, i zawsze będą przyczynami sporów, a zadaniem Alexiela jest nie pozwolić na rzeź, przynajmniej nie na aż tak wielką, która wybije do zera sporne rasy. - Mimo wszystko, nie powinienem był pytać, a tym bardziej kontynuować temat, więc teraz najzwyczajniej zamknę swoją kłapliwą buzię i poczekam na herbatę. - dodał, już trochę ciszej, nie miał nawet resztek sił by akcentować swój głos, cały obraz rozmazywał mu się przed oczami, by po chwili ponownie się pojawić w pełnej ostrości, i tak co chwilę, jak w jakimś telewizorze na nienastawionym programie. A w sumie to by już nawet usnął, gdyby nie fakt, że nie chce wyjść na niegrzecznego gościa bo nie wypił herbaty, także cóż, plan jest następujący, czekać na herbatę, wypić ją, pójść spać, obudzić się następnego dnia, ocalić cały świat, założyć rodzinę i do tego zdążyć na pocztę by wysłać plany budowy nowego sterowca. Oj tak, był zmęczony. - Rozumiem, jak uważasz, jeśli jednak kiedyś będziesz chciał się spotkać z nią... A raczej z jej duszą, to... To po prostu postaram się Ciebie spotkać najszybciej jak to będzie możliwe. - Obiecanki cacanki i złote góry. Szczerze powiedziawszy, Alexiel zaczynał powoli wątpić w to, że poza szkołą spotka jeszcze gdzieś Daimona, pomimo naprawdę pięknego wnętrza jakie w sobie posiadał jego nauczyciel, to nie wyglądał na osobę która lubi jakieś bardziej huczne okolice, do których Alexiel jest przyzwyczajony. Czekając na herbatę, chłopak zastanawiał się, gdzie będzie spać, łóżko odpada, według niego jest to pewna strefa prywatna każdego człowieka który na nim śpi, i tej strefy nie powinno się przekraczać, no po prostu nie. Fotel zaczynał być powoli twardy, ale to nie głupi pomysł by tutaj usnąć. No, ewentualnie zostaje jeszcze kanapa. Ciekawe było jeszcze jedno, to, jak Daimon radził sobie z negatywnymi emocjami, jak powiedział, on się z nimi godził, czyli robił to, czego chłopak nie potrafi dokonać, on zawsze stara się wszystko naprawić, czasami nawet dochodziło do krytycznych przypadków, gdzie popełniał samobójstwo by się odrodzić wcześniej, zanim jakieś złe wydarzenie nastąpiło, i ze wszystkich sił starał się jemu zapobiec, udało mu się to tylko dwa razy, na około trzydzieści cztery próby, głupio, prawda? Odpowiednikiem życiowego przykładu Alexiela będzie prosty cytat "przeznaczenia nie oszukasz".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daimon
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Sro Lut 12, 2014 10:31 pm

Daimon ze spokojem obserwował co się dzieje z jego gościem. Co prawda miał parę podejrzeń dlaczego chłopak może być tak bardzo zmęczony ale nie wiedział jak o to zapytać. Cóż z jego obserwacji i słów jakie chłopak wypowiadał można było wywnioskować dwie rzeczy. Pierwsza z nich nie była dla nikogo groźna. Po prostu było to zwykłe zmęczenie, natomiast druga mogła mieć poważne konsekwencje jeśli chodzi o zdrowie. Greg sam nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć. W końcu mogło być tyle możliwości, że bez odpowiednich badań żaden lekarz nie mógł by postawić diagnozy, a Daimon chciał się bawić w uzdrowiciela. To było po prostu chore. [i]Uspokój się smętny idioto. Przecież to może być tylko i wyłącznie zmęczenie i nic więcej. Spokojny głos chłopaka i spojrzenie jego fioletowych tęczówek działało na upadłego dość dziwnie. Gdy utrzymywał kontakt wzrokowy zaczynał zachowywać się po prostu irracjonalnie i jak na niego dość głupio. Nie pamiętał kiedy ostatnio powiedział tak wiele o sobie komuś poznanemu kilka godzin temu. Cóż sam Raines zaczął się zastanawiać czy chłopak nie ma jeszcze jakichś ukrytych zdolności. Gdy Alex zaczął mówić o swoich rodzicach Daimon zastygł w połowie ruchu.
- Moment jak to możliwe, ze twój ojciec był smokiem? Nie traktuj tego jak atak. Broń mnie Jasności. Nigdy nie byłem nastawiony negatywnie do innych ras, no chyba, że one dawały mi się we znaki, a wtedy niestety kończyło się różnie. – powiedział szczerze. Zielone tęczówki upadłego lekko się rozszerzyły, a wielkie, czarne źrenice wyglądały jak dwa doły prowadzące do najczarniejszej i najgłębszej otchłani. Tylko ten wzrok pozostał mu po tym jaką funkcję pełnił w Niebie. Teraz własnie o tym nie chciał mówić. Wtedy mógł by tylko wystraszyć chłopaka, a tego nie chciał. Po chwili zadumy wrócił do robienia herbaty. Wyjął dwa sporych rozmiarów kubki i wrzucił do nich po jednej torebce herbaty. Była to jedna z najlepszych czarnych herbat jakie kiedykolwiek przyszło mu pić. Miał nadzieję, że chłopakowi zasmakuje. Miał również i inne ale uznał, że ta będzie najlepsza na jego zmęczenie. Smukłe palce upadłego poruszały się dość szybko i zwinnie, a po chwili Daimon trzymał w dłoniach dwa kubki z parującym naparem. Do kubka Alexiela wsypał pięć łyżeczek cukru choć sama ilość słodkiej substancji wydała mu się lekko przesadzona, ale nic nie mówił. Przecież podobno o gustach nie należy dyskutować i tą zasadę Daimon w tym momencie zastosował. Po prawdzie niewiele z zasad jakimi posługiwał się jako anioł zostało mu wydartych lecz niektóre z nich zupełnie się zatarły gdy przebywał pośród ludzi.
- Widzisz nie wiem z jakimi aniołami miałeś do czynienia. Znaczy chodzi mi o to z jakiego chóru pochodzili ci, ze tak powiem idioci. Widzisz Jasność zawsze nam wpajała, że my jako jej wysłannicy musimy szanować i miłować wszystkie rasy. Nie możemy, a nawet wręcz nie powinniśmy traktować się jako lepsi od innych. Widzisz w pierwszych latach mojego życia robiłem nawet za służącego pierwszych ludzi, ale nie trwało to zbyt długo, bo ludzie widząc moją twarz, a w szczególności oczy wiali gdzie pieprz rośnie. Potem gdy odwołali mnie z tej funkcji wybuchła pierwsza wojna z Cieniem, a potem sprawy przybrały taki a nie inny obrót i stałem się tym kim teraz jestem. Zresztą nie będę cię zanudzał historią mojego życia. – stwierdził z takim spokojem jakby opowiadał piękną baśń, a nie wydarzenia, które naprawdę miały miejsce. No cóż co mógł zrobić, że on był tego wszystkiego uczestnikiem, a nawet został dotknięty przez antytezę pana. Jednakże o tych wydarzeniach na razie nie chciał opowiadać, bo zapewne zanudził by chłopaka na śmierć.
- Nie musisz się kajać przede mną. Widzisz nawet sama rozmowa o przeszłych czasach potrafi ukoić ból i smutek. Wiem, że to może zabrzmieć dziwnie, ale jeśli rozmawiasz z kimś, kto ma inne spojrzenie na wydarzenia, o których się mówi i nie był ich uczestnikiem może czasem pomóc znaleźć jakieś rozwiązanie lub aspekt, jaki uczestnikowi wydarzeń nigdy nie przyszedł do głowy. – rzekł i nawet nie zauważył, że sam zaczął sobie robić psychoanalizę. Zwykle takie samo rozważania w jego przypadku nie kończyły się dobrze. Jednak teraz chciał coś pokazać Alexielowi i miał szczerą nadzieję, że chłopak to zrozumie. Cóż Daimon jak się rozpędził nie potrafił wielu rzeczy w sposób zrozumiały wytłumaczyć. Teraz jednak można było to zrzucić na karb widocznego po upadłym zmęczenia. Raines zaczynał się zastanawiać czy nie owinąć się skrzydłami i nie zasnąć na fotelu, a „panu Chemikowi” oddać swoje łóżko. W końcu Greg nie był do niego jakoś szczególnie przywiązany. Druga opcja jaka przyszła mu na myśl to zaproponowanie by razem położyli się do jednego łóżka jednak wtedy chłopak mógłby się wystraszyć. No cóż w tej kwestii Daimon nie wiedział co ma tak naprawdę zrobić.
- Rozumiem i jeśli tylko będę chciał się spotkać z jej duszą na pewno się z tobą skontaktuję. W końcu wiem jak cię namierzyć i gdzie ciebie szukać. – powiedział lekko się uśmiechając chociaż na wilczym profilu byłego anioła można to było odczytać jako nieładny grymas a nie szczery uśmiech. W końcu to właśnie był cały Daimon. Gdy był zmęczony stawał się nielogiczny i bardzo przyjemny dla innych, natomiast gdy był wyspany to traktował ludzi różnie. Zależało to tylko od tego jaki miał akurat humor i co go gnębiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexiel
Szalony Naukowiec
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 26/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Czw Lut 13, 2014 1:06 am

Na twarzy Alexiela pojawiło się rozbawienie, lekkie, bo zmęczenie dawało się nawet we znaki jego plecom, ale rozbawiła go trochę reakcja Daimona na to, że ojcem chłopaka był smok, co w tym dziwnego? No w sumie... Okej, związek chodzącej ze smokiem był naprawdę dziwny, ale wiecie jak to jest, mamusia dostała pewien wymiar do opieki i tak oto poznała swojego przyszłego małżonka, potężnego maga i smoka zarazem, którego główną dziedziną była magia ognia. A potem wszystko poszło z górki, wzięli ślub, zamieszkali razem, po czym urodziło im się dziecko, Alexiel. Z sennym, niekontrolowanym już uśmieszkiem, chłopak wpatrywał się w zielone oczy Daimona, na co teraz nie spojrzał, wydawało mu się, że jest zachęcony przez to coś do uśnięcia. - Widzisz, tak jakoś się potoczyło, moja mama zawsze miała słabość do tych istot. - Podniósł nogi z podłogi i przeniósł je na fotel, wiedział, że to lekki brak manier z jego strony, no ale proszę, wymagać manier o tak później porze? A już w szczególności, gdy widoczne było to, że zebrani w pokoju byli naprawdę padnięci. Zaczął się powoli kiwać, to w przód, to w tył, bardzo możliwe, że cierpiał na chorobę sierocą, ale nie można tego zarzucić rodzicom, bo opiekowali się swoim dzieckiem jak niczym innym. Gdyby tak nad tym dłużej pomyśleć, to Alexiel był ich oczkiem w głowie, zawsze się nim zajmowali i prawie nigdy nie zostawiali samego, poza nocą, ale on był spokojnym dzieckiem i rzadko kiedy budził się w nocy, nigdy nie przysparzał żadnych kłopotów, a wiedzę jaką mu przekazywali chłonął bardzo szybko, to był jego taki mały talencik, chęć wiedzenia wszystkiego co możliwe. Pewnego razu, już dawno temu, jego chęć poznania świata zapędziła go w niezbyt ciekawe towarzystwo, gdzie chciał dowiedzieć się, jak smakują używki, i rzeczywiście, dowiedział się i od tamtego momentu jest uzależniony od papierosów i wina, bo to były jedyne używki które przypadły mu do gustu, a kiedy ich zaznał? Jakieś kilka dni przez objawieniem się u niego rasowej mocy. - A widzisz, anioł aniołowi nie równy, każdy świat ma swoje własne zasady i prawa, szczerze powiedziawszy, robiło mi się bardzo przykro i smutno, gdy w pewnych momentach ktoś mnie wyśmiewał, ale nie martwiłem się zbytnio! - dodał ze swoim urokliwym entuzjazmem, udało mu się ukryć pewien grymas, który pozostał tylko wewnątrz chłopaka, bo doskonale pamiętał, jak został upokorzony przez pewnego anioła, zbyt napalonego anioła... Ale cóż, Alexiel był wtedy innym człowiekiem, bardzo, bardzo złym człowiekiem, także fruwające ptaszysko zamiast otrzymać ciało chłopca, otrzymało własną męskość w ustach, które potem musiało pogryźć i zjeść. W tamtym momencie chłopak świetnie się bawił, podobało mu się to, bardzo. Nie, że podniecało czy coś, tylko po prostu uważał to za zabawne. Zawsze uważał osoby które ignorują swojego przeciwnika za głupie i nierozsądne, i jak widać na tamtym "gorącym" aniele ten pogląd się sprawdził. Ale to jest przeszłość, teraz jest się grzecznym, miłym i potulnym chłopcem, do momentu aż nie zechcesz się zacząć do niego dobierać bez jego zgody czy też ochoty, wtedy można się spodziewać tego, że odbezpieczy granat w twoich ustach, rozsadzając łeb a razem z nim mózg który poleci na wszystkie strony świata, ale to tak tylko w wyjątkowych sytuacjach i w przypadkach wyjątkowego rozdrażnienia. - Nie zanudzasz mnie, ciężko by ci przyszło zanudzenie mnie, bo nie mogę przestać wsłuchiwać się w twój głos. - Chwycił za swój kubek z herbatą i pociągnął kilka małych łyczków, była słodka, bardzo słodka, czyli taka, jaką Alexiel lubi najbardziej ze wszystkich, cukier posiada glukozę, a glukoza jest jakby paliwem napędowym chłopaka, bez cukru nie potrafi normalnie funkcjonować, myśleć, spać, a nawet chodzić, także nawet często po winie chłopak jest bardziej przytomny tego, co robi, niż bez cukru we krwi. Zastopował picie, by odetchnąć od gorącego napoju, po czym odstawił kubek na blat. - Głos, który pokochałem od pierwszego usłyszenia. - Pokochał? Phi! Raczej czuł zazdrość, że sam takiego nie posiada, naprawdę, marzył mu się taki porządny, męski bass, ale do tego jeszcze kilka lat i kilka kufli piwa. Swój wzrok ponownie skierował na okno, przypatrując się śnieżycy, która nadal nie ustępowała, która to była już godzina? 19? 20? A może było nawet trochę po północy? Nie wiadomo, na dworze było biało od śniegu który napadał, ale mimo tego śnieżyca nadal uniemożliwiałaby wyjście. Ponownie spojrzał na swój kubek, chwycił go i wziął kolejny łyk rozgrzewającej, słodkiej herbaty, a swoje zmęczone już patrzeniem oczy skierował na Daimona, wsłuchując się w jego jakże urzekający głos. Cóż, dla chłopaka był miły dla ucha, ale możliwe, że dla większości słuchaczy nie, ale kogo by to obchodziło? - Wiesz, ja zawsze starałem się naprawić swoje błędy, poprawić je, sprawić, by moje potknięcia mniej bolały, chociaż mimo wszystko, nie odczuwałem zbyt wielkiego cierpienia, wierzę, że jest ktoś taki we mnie, w środku, kto bierze całe to zło i cierpienie na siebie, uwalniając mnie od trosk, dzięki niemu mogłem też bardziej surowym okiem patrzeć na to, co robię, szybko wyciągając lekcje i wnioski. - I rzeczywiście, taki ktoś istniał, ba, miał swoją materialną formę i nazywał się Rafael. Był on cząstką duszy Alexiela odpowiadająca za jego smutek i ból, a chłopak doznał tych uczuć wiele razy i to w bardzo dużej dawce, i stąd Rafael, czyli najgorsze możliwe cechy Alexiela, przybrał realną formę. Chłopak zaczynał powoli padać z sił, starając się zachować przy sobie resztki przytomności, tylko jedno roiło mu się w głowie, sen, sen, i jeszcze trochę więcej snu, szczerze to nie zależało mu już na tym, czy zaśnie na fotelu, czy na sofie, czy na łóżku z Daimon, po prostu chciał iść spać. - Może kiedyś ci pokażę jak wygląda moje własne niebo. - Oczywiście miał na myśli swój własny, radosny świat, który był też zarazem ośrodkiem wychowania młodszych pokoleń swojej rasy, chociaż i tak właściwie jego kraina była bezpieczną przystanią dla każdej istoty, gdzie nie istniały jakiekolwiek podziały czy dyskryminacja, oczywiście, jeśli owa istota nie miała złych zamiarów, tacy nigdy nie przekroczyli bram świata Alexiela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daimon
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Czw Lut 13, 2014 2:00 am

Zmęczony umysł upadłego pracował na najwyższych obrotach, co mogłoby się wydać dziwne. Cóż wiele osób właśnie w zmęczeniu pieprzyło od rzeczy i raczej nie dało się ich słuchać. Raines należał jednak do osób, które im bardziej były zmęczone tym bardziej ciekawie i do rzeczy mówiły. Może i wtedy zbytnio się rozgadywał ale to nie jemu było oceniać. Gdy podawał chłopakowi herbatę olśniło go. Już wiem skąd znam ten wzrok. Inne oczy jednak wzrok te sam. Gregor przyjacielu, gdziekolwiek jesteś wiem, że cię zawiodłem. Mam nadzieje, że kiedyś mi wybaczysz pomyślał. Tak Gregor był aniołem, który można powiedzieć znał Daimona lepiej niż kieszeń swoich własnych spodni. Po prostu ta dwójka była można powiedzieć nie rozłączna. Ciężko ich było rozdzielić gdy byli razem, a jak się nie widzieli dłużej niż pięć dni to wydawało się Rainesowi, że jest chory i trawi go wysoka gorączka. Wówczas zwykle prosił innego ze swoich obecnie „byłych przyjaciół” o pomoc i z reguły ją otrzymywał. Z zamyślenia wyrwały go słowa chłopaka. No cóż dalej nie pojmował jak to się stało, że Alexiel jest potomkiem smoka, ale teraz nie było to najważniejsze. W końcu tłumaczenie tego zmęczonemu upadłemu nie miało najmniejszego sensu, bo pomimo najszczerszych chęci i tak by nie ogarnął nic z tego tłumaczenia. Na słowa o smokach po prostu skinął głową na znak, że rozumie choć tak naprawdę zachodził w głowę jak to możliwe. Otóż Daimonowi smoki kojarzyły się tylko i wyłącznie z kawalerią pana Otchłani. Te smoki były zwierzętami, a zarazem rumakami, których dosiadali tylko najbardziej zamożni upadli, którzy zostali strąceni z Nieba wieki temu. Cóż przez myśl Rainesowi nie przeszło, że może chodzić o zmiennokształtnego czy też o człowieka, który może się jakimś cudem przemieniać w smoka. No ale musiał przerwać te rozważania gdyż zauważył, że jego gość powoli zasypia. Cóż po części była to jego wina, bo zapewne zanudził ich na zajęciach, a po części winą można było obarczyć porę dnia jaka zapadała powoli nad wyspą. Było zdrowo po dwudziestej więc upadły również zaczynał czuć się zmęczony. NA słowa o aniołach pokręcił przecząco głową.
- Sądzę Alexielu, że tu bardziej chodziło o to, że aniołowie mają coś takiego jak wrodzona duma, która nie pozwala im traktować innych istot jako lepszych od siebie. Widzisz w Niebie istnieje hierarchia, której tak szczerze powiedziawszy nie ogarniałem nigdy. Otóż są aniołowie gorsi i aniołowie lepsi. Można powiedzieć, że ci lepsi mienią się nazwą Arystokracja Niebiańska. Oni właśnie mogą się zachowywać tak jak opisałeś. Widzisz bardzo często w ich domostwach jako służba pracują niższe rangą anioły. Wiem, to głupota i rodzaj czegoś co ludzie określali nazwą niewolnictwa, ale niestety to trwa już za długo i nie można tego zmienić. – rzekł tak spokojnie jakby wygłaszał wyrok. Nieoczekiwany, smutny i niesprawiedliwy ale jedyny jaki można było pokazać w owej sytuacji. To co działo się w Niebie póki on tam rezydował po prostu zaczynało go wkurzać, a efektem narastającej w nim frustracji były kolejne wydarzenia, których szczerze powiedziawszy nie żałował. Wiedział jednak, że to, iż on jeden się postawi nic nie zmieni. To po prostu było z góry skazane na niepowodzenie pokazanie własnego ja i własnej woli. A takich sług Jasność nie lubiła. Oj nie lubiła jeśli któraś z jego maskotek odkrywała w sobie silną wolę i zechciała to pokazywać. Po kolejnych słowach chłopaka upadły zgłupiał. Miał chwilowo wrażenie jakby chłopak mówił o kimś zupełnie innym. Nigdy jeszcze nie poznał osoby, no poza Val i Gregorem, której podobałby się jego nie przymierzając grobowy, dudniący z trzewi głos, który w gniewie zabarwia się mocną gardłową chrypą.
- Nie wiem czy mówisz o mnie czy o kimś innym. Wiesz mój głos nie jest taki nadzwyczajny, a pięknym go nazwać nie można. Nie ma w nim za grosz anielskiej miękkości i delikatności. Zresztą jeśli poznałbyś jakiegoś anioła i porównał mój glos do jego to zrozumiałbyś jaka jest kolosalna różnica. – powiedział jednak nie zamierzał się śmiać. Gdyby to powiedział ktoś inny pewnie parsknąłby mu śmiechem prosto w twarz, jednak oczy chłopaka tak bardzo przypominały mu utraconego przyjaciela, że po prostu nie mógł tego zrobić. Za bardzo pamiętał jaki tamten jest pamiętliwy i jak bardzo ceni sobie kulturę osobistą swoich rozmówców.
- Nie wiem co mogę ci na to odpowiedzieć. Po prostu nie wiem. Ja popełniłem w życiu wiele błędów i gaf. Niektóre były małe i błahe, a niektóre wręcz kolosalne, które zaważyły na moim życiu. Widzisz nie miałem może łatwego istnienia i raczej do końca nie jest mi ono pisane. Chociaż powiem szczerze zrobiłem to co zrobiłem, by przestać być marionetką w czyichś rekach, Nawet gdyby miały być to ręce samego stwórcy. Miałem dość wykonywania egzekucji i wypełniania każdej zachcianki pana. Po prostu przestało mnie to bawić. Możesz mi wierzyć albo i nie ale posiadałem kiedyś moc niszczenia światów. Jednak gdy się zbuntowałem została mi ona odebrana, z czego się niezmiernie cieszę. – rzekł i nie zdążył ugryźć się w język. Powiedział o parę słów za dużo i mógł tą niefortunną szczerością wystraszyć chłopaka. No cóż pozostawała tylko nadzieja, że Alex nie weźmie na serio słów upadłego. Oczywiście DAimon wiedział jak naprawdę było, ale nikt poza tym nie powinien o tym wiedzieć. Dopiero po swojej długiej i dość nużącej wypowiedzi spojrzał w oczy Alexiela.
- A może chcesz się przespać, a ja cię zanudzam moimi problemami. Jeśli tak to powiedz zamilknę i również udam się na spoczynek. – zaproponował starając się odgrywać dobrego gospodarza, który mimo wszystko dba o swoich gości. Prawda była jednak taka, że i Daimon potrzebował snu i to na gwałt. Bo jutro może mógłby już zacząć lekcje z Alexielem. W końcu im szybciej się zacznie tym orędzej opanuje się sztukę strzelania i będzie mozna ją doskonalić, aż zacznie wychodzić perfekcyjnie. Za oknem padał snieg spowijając świat w czystej i niewinnej bieli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexiel
Szalony Naukowiec
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 26/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Czw Lut 13, 2014 3:35 am

Alexiel zaczynał odpływać, jednak cukier w herbacie nie był wystarczającą dawką energii, by podtrzymać go przy świadomości jeszcze przez jakiś czas. No nic, bywa, takie życie i potrzeby fizjologiczne. Teraz już nawet nie próbował trzymać otwartych oczu, powieki same z siebie opadły na dół, przywołując czerń, tą błogą czerń na którą chłopak tak często wyczekiwał. To, że ciało odpłynęło, wcale nie oznaczało że mózg jeszcze nie pracował, a chłopak był jeszcze w stanie płytkiej drzemki, z której łatwo mógł się wybudzić, ale jak widać nie chciał tego robić. Nadal uważnie słuchając i analizując, teraz dogłębnie, każde słowo i każdą pojedynczą tonację, Alexiel kiwał głową na znak, że rozumie wszystko. - Innymi słowy, niebo nie jest aż tak niebiańskie jak to zagorzali chrześcijanie powiadają. - Powiedział przez sen, jego naprawdę bawiły te wszystkie religie, uznające jakieś bóstwo, czy ludzie są aż na tyle głupi, by nie wiedzieć, że nawet jedna jednostka, która w coś uwierzy, to sama może stworzyć nowe, potężne lub nie bóstwo? A teraz wyobraźcie sobie, co by się działo gdyby każde pojedyncze żyjątko uwierzyłoby w coś, pomyślcie, ile wtedy powstałoby bogów, jak wielka moc zostałaby wyzwolona, ale tego wszystkiego jest jeden plus, wszystko co żyje nie jest stałe, wszystko się zmienia, więc po pewnym czasie wiara w jakiegoś boga wygasa, a jak to pewien z nich powiedział "bóg, którego główny ołtarz został sprofanowany, nie jest godny jego wyznawania", gdy ludzie odchodzą od wiary, maleje też i siła boga, a gdy ostatni wierny odejdzie od niego, cała jego siła zostaje zniszczona, a wszystko co stworzył znika. Także teraz wyobraźnie sobie, jak wielki chaos zapanowałby na Ziemi, gdyby nagle wiara chrześcijańska przestała istnieć? Jako że Bóg jest tutaj najpotężniejszy, to jego zniknięcie prawdopodobnie spowodowałoby usunięcie się całego wymiaru, łącznie z jego danymi w bibliotece w pustce, a takie luki to poważne braki których nie sposób nadrobić. Wsłuchiwał się dalej w to, co mówił Daimon, dlaczego on uważał jego głos za... Hm, przyjemny dla ucha? Do głowy wpada tylko jeden pomysł, głos jego taty był właśnie do złudzenia podobny do głosu upadłego, mimo tego, to tatko nawet grobowym tonem potrafił opowiedzieć dobry żart, ale niestety staruszek miał już swoje lata i nie był w najlepszej kondycji, nawet jak na smoka któremu udało się przybrać humanoidalną formę. - Wybacz jeśli ci to przeszkadza, ja po prostu lubię twój głos, osobiście ciężko mi to wytłumaczyć czemu, ale go po prostu bardzo polubiłem. - I nie obchodzili go jaki głos mają inni aniołowie, już nie raz i nie dwa słyszał, jak oni mówią, ta szarmanckość, tak bardzo elegancki ton, tak bardzo sztywni i nudni do bólu kości! Z aniołami było naprawdę ciężko się dogadać, ich zadufanie w sobie kompletnie zamykało jakiekolwiek relacje z innymi rasami, a to właśnie te durne, upierzone ludziki mogły sprawić, by na świecie panował pokój, cóż, Alexiel może tylko zaufać Daimonowi w tym, co mówi o aniołach tego świata, może niedługo się przekona na własnej skórze, czy są takie miłe i uczynne dla innych. Na bogów, zaraz się stopię, nie, nie było mu gorąco, po prostu był coraz dalej i dalej, a mózg nadal chciał skupić się na informacjach. - A więc pewnie wiesz, jak to jest niszczyć jakiś świat... - Alexiel też znał to uczucie, wiele razy musiał zniszczyć parę światów, czasami nawet bez konkretnego powodu, mordując tysiące niewinnych istnień, dlaczego to robił? Nawet wtedy jego czarne jak smoła sumienie nie potrafiło tego zrozumieć, szanował cudze życie bardziej niż cokolwiek innego, nigdy nie zabijał bez powodu, a niestety musiał się podporządkowywać radzie, których rozkazy wydawały się głupie i bezcelowe. To naprawdę nie jest miłe uczucie, gdy musisz zniszczyć czyjś świat, niszczysz cudzą pracę, cudzą własność, tykasz się czegoś, co jest nie twoje i dokonujesz aktu destrukcji, zaliczając na swoje konto wszystko co żywe, takie widoki na zawsze wryły się w pamięć chłopaka, jednak teraz się zmienił, osoby w radzie się zmieniły, jest świeża krew, nie ma bezsensownych rozkazów, a Alexiel naprawdę przeżył metamorfozę charakteru, nie zabijał dla zabawy, nie straszył, był dobry. Przynajmniej za takiego się uważał, ale mimo tego nie zapominał o swoich dawnych grzechach i uczynkach, pobyt na Ziemi uznaję za pewnego rodzaju pokutę, którą celem jest pilnowanie pokoju tutaj, a to ma go rzekomo oczyścić, tak sobie to ubzdurał. - Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo chcę spać, ale to nie jest twoja wina, tylko mojego słabego ciała które nie przywykło do małej ilości snu. - Bum pobudka! To był chyba ostatni raz, gdy chłopak otworzył oczy, by swoim sennym, zamazanym wzrokiem spojrzeć na Daimona, on też powoli przysypiał! Aj aj! Uśmiechnął się do niego, po czym wstał, dość energicznie jak na jego aktualny stan i jakby pełen wigoru odezwał się. - To kto gdzie śpi? - W głębi duszy miał nadzieję że położy się razem z Daimonem, czemu? Bo będzie im do jasnej cholery cieplej! Przecież wiadomo, że jeśli dwa ciała będą blisko siebie, to zwiększą między sobą temperaturę, dzięki czemu będzie im w nocy lepiej! To przecież takie logicznie, nie? Wysadziłbym coś, a najlepiej to bym sobie postrzelał z wyrzutni rakiet, tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daimon
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Czw Lut 13, 2014 8:08 pm

Niegdysiejszy anioł do zadań specjalnych, jeden z Niszczycieli rzeczywiście padał na pysk. To, że był jeszcze przytomny zawdzięczał tylko temu, że przez lata musiał ciągle czuwać czy nie nadejdzie rozkaz od Pana. Wtedy nie liczyło się nic. Rozkaz był tak silny, a moc jaka wstępowała w Daimona tak potężna, że były anioł chcąc nie chcąc musiał wykonać nakaz. To było silniejsze od niego. Dopóki Jasność nie zaczęła przesadzać, a kiedy wydała idiotyczny jak dla Rainesa rozkaz by rozwalić Ziemię były Niszczyciel się zbuntował. Nie mógł wykonać tego rozkazu i już. Sam nie wiedział dlaczego miał przed tym opory. Być może to właśnie przez to, że nie był pewny do końca od kogo ten rozkaz pochodził. Wykrzyczał więc bogu w tę jego jasną i cukierkową twarz co o nim myśli, a już następnego dnia poraniony, z połamanymi skrzydłami wylądował w Otchłani, gdzie składali go najlepsi lekarze. Dziwiło go to nagłe zainteresowanie jakie wszyscy w Głębi mu okazywali. Jednakże nie mógł sobie tam znaleźć miejsca więc po prostu zdecydował, że zamieszka na Ziemi. I nawet teraz siedząc w swoim pokoju z chłopakiem, który prawie odpłynął w objęcia Morfeusza wiedział, że postąpił słusznie.
- No cóż chyba nie do końca jest tak jak powiadają ludzie. Co prawda nigdy nie byłem w Raju, bo jakoś nie chciało mi się tam zaglądać i nie miałem tam żadnych spraw, ale poza jego bramami Królestwo Niebieskie nie wygląda zbyt przyjaźnie. – powiedział. Ze zmęczenia język już mu się plątał. Zaczynał nawet mówić od rzeczy i czasem chciał się ugryźć w język by nie powiedzieć za dużo. Niestety na razie mu się to nie udawało. Nie wiedział dlaczego chciał zaspokoić to dążenie do wiedzy jakie wykazywał Alexiel. Przecież w większości przypadków, gdy ktoś go pytał o takie szczegóły tylko się wściekał i coś odburkiwał. Co miał poradzić skoro głupie pytania go drażniły. Jednak z Alexem było inaczej. On zadawał celne pytania, a jego wypowiedzi zawsze były przemyślane i nawet sam Daimon nie wiedział czasem co powinien na nie odpowiedzieć. Cieszyło go z jednej strony, że chłopak go rozumiał, jednak z drugiej strony ta fascynacja lekko go przerażała.
- Nie, nie przeszkadza mi to. Wiesz po prostu za często słyszałem, że mam głos jak chora i ranna chimera, która dogorywa. Co prawda nigdy nie słyszałem jak to stworzenie się wtedy odzywa ale wiele osób mi właśnie tak mówiło. Wiesz nawet się cieszę, że polubiłeś mój głos. Bo jeśli to koło wyjdzie, to będziesz go często słyszał. – rzekł ni to radośnie, ni to poważnie jednak tajemnica zawarta w tych słowach warta była rozszyfrowania. Jednak na pewno nie stanie się to na dniach. Dainmon potrzebował więcej czasu niż przeciętny zjadacz chleba, by komukolwiek zaufać jednak gdy już to się stało i zaufanie upadłego zostało zdobyte, Greg stawał się przyjacielem na śmierć i życie. Niewielu mogło to potwierdzić, ale Daimon niejednokrotnie ratował tyłki swoim przyjaciołom nie zważając na  swój własny. Może to dziwne, ale były Destruktor uważał, że jego życie nie jest ważne, jednak życie jego przyjaciół i druhów może się na coś Jasności przydać.
- Nie tylko wiem jak to jest niszczyć Światy, ale wiem jak to jest mieć na rękach krew niewinnych, choć czasem kalekich istot jakie je zamieszkiwały. Widzisz ja jeśli dostałem rozkaz zniszczenia jakiegoś wszechświata lub galaktyki zawsze była ona jakaś kaleka i  w rozumieniu Boga nie powinna istnieć. I dlatego też jak miałem wykonać kolejną egzekucję nie zgodziłem się na to. Bowiem rozkaz dotyczył Ziemi. Wtedy coś we mnie pękło i po prostu powiedziałem nie. Być może miałem już dość, a może kierowałem się jakimiś innymi pobudkami. Nie potrafię teraz tego wytłumaczyć i powiedzieć. – powiedział i zapatrzył się na swoje palce. Tylko były Destruktor wiedział ile istnień miał na sumieniu i nie chciał by ktokolwiek o tym wiedział. Po prostu uważał to za swoją tajemnicę i sprawę bardzo bolesną oraz prywatną. Nie wiedział nawet dlaczego mówił o tym wszystkim chłopakowi, którego znał od paru godzin. To wydawało mu się najbardziej absurdalnym i głupim posunięciem jakie kiedykolwiek wykonał.
- Spokojnie, rozumiem. Nie musisz mi się tłumaczyć. Ja również jestem padnięty i chętnie udam się na spoczynek. W końcu jutro na pewno czeka nas oboje dzień pełny wrażeń. – powiedział i nie miał tu na myśli niczego zdrożnego. Daimon jeszcze nie dowiedział się jakie zasady panują w tej szkole więc wolał się powstrzymać od romansowania. I to nie tak, że chłopak mu się nie podobał. Było wręcz przeciwnie. Otóż to, że jego wzrok przypominał mu bardzo Gregora oraz to, że pewne zachowania Alexa również przypominały mu przyjaciela działało bardzo mocno na upadłego. Nie wiedział tylko jak chłopak może go postrzegać. Te rozważania przerwało proste pytanie chłopaka.
- No tak. Mam dwie propozycje. Pierwsza z nich to taka, że ty śpisz na łóżku, a ja na kanapie. Natomiast dryga to taka, że śpimy razem w łóżku. Oczywiście jeśli ta druga ci się nie spodoba to o niej zapomnij. – powiedział bardzo szybko i czekał na reakcję chłopaka. Jednym haustem wypił swoją herbatę i zaczął się besztać w myślach, za to, że powiedział dokładnie to co myślał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexiel
Szalony Naukowiec
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 26/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Pią Lut 14, 2014 12:02 am

Tyle informacji! Tyle wiedzy! Umysł chłopaka był wręcz tym wszystkim zachwycony, pragnął więcej, chciał wiedzieć więcej na temat tego świata, jego boga oraz samego Daimona, a jak widać, nawet bóg miłosierdzia nie jest aż tak miłosierny. A co gdyby tak nagle się okazało, że to, co uważamy za złe jest dobre, a dobre za złe? W księgach wywołałoby taki burdel, że nikt nie potrafiłby go ogarnąć. Jest jeszcze kilka opcji, a kolejną z nich było to, że ten świat nigdy nie miał boga, ale jeśli tu nie byłoby ani jednego bóstwa, to jakim cudem ten wymiar utrzymywał się w ryzach i całkiem dobrze sobie radził? Zbyt wiele sprzeczności i braku logiki, a sami wiecie jak to czasami jest, odpowiedzenie sobie na jedno pytanie, przysparza nam kolejne trzy zagadki, chłopak teraz zrozumiał czemu został mu ten świat przydzielony do ochrony, najwidoczniej jego celem było odkrycie, czy ten wymiar ma boga, czy też nie, a uświadomienie sobie tego przez Alexiela, tylko jeszcze bardziej go nakręciło na to wszystko. Niebo nie jest takie piękne jak jest opisywane? To by miało sens, w bibliotece mało było przypadków reinkarnacji w tym świecie przez jakąkolwiek istotę, a więc bardzo możliwe, że ci, którzy ożyli w nowych ciałach widzieli prawdziwe niebo, a ten widok ich zbyt przeraził, by odważyli się przekroczyć bramy tamtego "jasnego" świata. Szybko został wybudzony ze swoich przemyśleń i analiz przez Daimona. Gdy usłyszał samo słowo "chimera", wnet się rozweselił, uwielbiał te stworzenia, były takie miękkie i puchate! - Wiesz, ja kocham chimery, a raz nawet miałem przyjemność na takiej polecieć! - O tak, to było naprawdę urocze, gdy w wieku sześciu lat pierwszy raz przeleciał się na chimerze, pamiętny i piękny dzień, chociaż nadal nie bardzo pamięta jak do tego doszło, że oswoił tak dzikie zwierze, pewnie trafił w jej słaby i czuły punkt, czy coś. - Postaram się znaleźć wystarczająco dużo uczniów, by twoje zajęcia były najczęściej jak to możliwe! - Dodał, ze swoim kochanym entuzjazmem, ten dzień był udany, aż tak udany, że chyba nie mógł być lepszym, chyba. Zmęczenie dopisywało szczerości, absolutnej szczerości, czego niektórzy ludzie powinni unikać, to dlatego Alexiel tak często spał, nie chciał być zmęczonym bo zacząłby mówić to, co myśli, a nie każdemu podoba się przedstawianie prawdy o nim samym. Ludzie nie potrafią zaakceptować swoich wad, to przykre, ale gdy się im uda dostrzec swoje wady i gdy starają się je usunąć, stają się lepszymi ludźmi, takie metamorfozy były piękne, jednak niewielki odsetek istot zdawał sobie z sprawę z takiego zjawiska, a szkoda, szkoda. Może w końcu powinien się czymś zająć? No wiecie, znaleźć sobie jakąś pracę, mieszkanie, albo cokolwiek, co pozwoliłoby mu żyć jak każdy normalny, ale czy takie przeznaczenie było dane chłopakowi? Nie. - Cieszy mnie to, że tyle mi opowiadasz, dzięki temu wiem, że mogę ci ufać bezgranicznie. - Może z tym bezgranicznie trochę przesadził, bo nadal miał świadomość, że pewnego dnia Daimon o nim zapomni i zostawi, tak jak każdy kogo znał, a wiecie jak to jest, gdy ktoś porzuca swojego przyjaciela, zrywając z nim kontakt, relacje, wszystko. Wtedy powstaje taka wielka dziura w sercu którą ciężko idzie wypełnić, czasami niektóre sposoby okazują się użyteczne tylko przez jakiś czas, używki, muzyka, taniec, hobby, nawet to wszystko razem wzięte po pewnym czasie nie potrafiło zakleić dziury, która potrafiła się powiększać z dnia na dzień, ale jak to pewna osóbka powiedziała, "zranione serce goi się szybciej". Gdy Daimon opowiadał o swojej przeszłości, pewnie całkiem tego nieświadomy, Alexiel analizował każde pojedyncze słowo, wiecie co wywnioskował? On i jego nauczyciel mieli dość wspólną historię, tyle, że upadły był upadłym, więc nie musiał się słuchać rozkazów z wyższych sfer, a chłopak musiał się rozkazom podporządkowywać, chociaż pewnym było to, że niedługo rada wyda pewne bardzo nieciekawe polecenie, na które chłopak będzie musiał jasno i wyraźnie odmówić, ale w głębi duszy miał nadzieję, że ten rozkaz nigdy nie zostanie wydany, nigdy przenigdy. - Tak, oboje powinniśmy się już udać na spoczynek, widać po nas obu, że zmęczenie nam dzisiaj dopisuje, nie? - przymrużył oczy i uśmiechnął się, a wyglądało to tak, jakby właśnie przebudziło się lunatyka z jakiegoś przyjemnego snu. Swój wzrok skierował na łóżko, wyobrażając sobie, że z kołdry wyrastają wielkie macki, które kierują się w jego stronę, oplatając go od nóg aż po tors kończąc na czole, i ciągną do siebie, by wygodnie go ułożyć, to łóżko go wzywało! Gdy tylko usłyszał propozycję Daimona, od razu się zaśmiał cicho pod nosem, pójście spać do jednego łóżka z osobą, znaną mu dopiero przez kilka godzin brzmiało naprawdę irracjonalnie, ale Alexiel nie mógł się pogodzić z myślą, że to on smacznie by spał w łóżku gdy jego nauczyciel natomiast musiał się gnieść na kanapie, która na wygodną nie wyglądała. -Dziękuje ci za propozycję, nie spodziewałem się tego, że ktokolwiek może aż tak się ofiarować, oferując mi spokojny sen w łóżku, ale nigdy bym nie usnął, mając na sumieniu ciebie, marznącego na tej kanapie. - Czyli odpowiedź brzmiała jednoznacznie, wybór pomysłu padł na numerek dwa. Tylko dlaczego Daimon się tak tym denerwował? Oboje byli zmęczeni, więc takie dodatkowe nerwy mogły przysporzyć jednej lub drugiej stronie nieciekawych efektów, zawał serca nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy na świecie. Cała harmonia i układ w głowie chłopaka została w momencie zburzona, dlaczego? Bo dotarł do niego fakt, że musiał się rozebrać. Mimo tego, że miał na sobie swoje fioletowe bokserki, to jakoś nie widziała mu się opcja rozbierania się przy kimś, nie znosił tego robić na wf'ie, gdy był na basenie, gdziekolwiek, on nie znosił prezentować swojego ciała, ale cóż... Dzisiaj chyba nie ma zbytniego wyboru. - Tylko... Nie patrz... - powiedział, ze wstydem w głosie, nie chciał tego robić, ale jeśli spanie w ciuchach ma być przyczyną jego ponownego niewyspania, to woli jednak być już w tych samych bokserkach. Fakt faktem jest, że bardzo lubił Daimona, ba, wręcz się w nim zabujał, ale przez jego trzeźwe myślenie, chłopak nie wiedział czy jego nauczyciel go lubi tak samo, jak on jego. Odwrócił się plecami do Daimona, ściągając z siebie swój sweter, zasłaniając nim swój przód, po czym wziął się za spodnie z którymi musiał sobie poradzić jedną ręką, na twarzy był cały czerwony ze wstydu, nie chciał by jego nauczyciel patrzył na takie widoki, ale jeszcze trochę i będzie po krzyku. Ha! Udało się! Spodnie zdjęte, a więc teraz musiał tylko szybko wleźć pod kołdrę, a może powinien poczekać, aż Daimon to pierwszy zrobi? A może powinni rozbierać się oboje na raz? Kto tam wie, najważniejsze jest to, że ciuchy chłopaka leżały już obok łóżka, a on sam wchodził pod kołdrę, zakrywając nią swoją zaczerwienioną niczym burak twarz, to było stresujące, ale się skończyło, a im mniej upadły zobaczył ciała Alexiela, tym lepiej. A może w rzeczywistości w ogóle się nie patrzył, albo może wręcz wlepiał swe oczy w tyły chłopaka. Kto wie, kto wie. Na drugi raz załatwiaj sobie mieszkanie szybciej ty głupi idioto! Unikniesz wtedy takich niezręcznych sytuacji!, w myślach mieszał się z błotem, naprawdę chciał, by wydarzenie sprzed chwili nigdy nie miało miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daimon
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Pią Lut 14, 2014 1:12 am

Czym była ta garstka informacji i wiedzy wobec wieczności. W końcu Daimon miał już za sobą całkiem sporo żywota i nie zdziwiłby się gdyby chłopak od rana znów zaczął się go pytać o to a jak jest w Niebie lub, a dlaczego Bóg nie kocha ludzi. Niestety na top drugie pytanie Daimon nie znał odpowiedzi. Jasność, którą znał i szanował była nastawiona bardzo przyjaźnie i ofiarnie do każdego, nawet najmniejszego żyjątka. Oczywiście czasem budził się w niej gniew, a jego wykonawcą najczęściej był Daimon, bo inni aniołowie woleli pławić się w luksusach, a nie brudzić sobie rączki rozwaleniem jakiegoś kalekiego światu, który powstał bez wiedzy i zgody Boga. Cóż Raines nie rozumiał wielu rozkazów jakie musiał wykonywać. Przecież doskonale pamiętał jaka na początku była ziemia i jak to wszystko na początku wyglądało. Najprzyjemniej nie było, a nadzorowanie tych prac było tak nudne jak flaki z olejem, które przy dobrych wiatrach dostawali procujący w pocie czoła aniołowie niższych rang i kast. On jako miał tylko patrzeć czy ta rzesza ptactwa niebieskiego czegoś nie spieprzy. Już wtedy nienawidził wykonywać czyichkolwiek rozkazów.
-Nie powiedziałem, że chimery są złe. Sam widziałem te stworzenia tylko parę razy w życiu i żałuję, że nie dane mi było zapoznać się z nimi bliżej. Podobno to bardzo mądre istoty, które potrafią odgadnąć jakie zbliżający się do nich osobnik ma zamiary. Raz jeden widziałem jak matka broniła swoich młodych przed jakąś lamią czy też harpią. – powiedział, a jego wypowiedź zdawała się być zupełnie wyrwana z kontekstu. Jednakże nie wiedział jak ma skomentować wypowiedź chłopaka. Nie miał okazji nigdy latać na chimerach, a jak już je gdzieś widział to raczej były one w jakiś sposób oswojone i można było się z nimi bawić. Teraz swoją drogą wiedział jak te piękne zwierzęta musiały się czuć. Żałował, że wcześniej tego nie dostrzegał. Może wtedy uratował by te stworzenia przed tym samym losem jaki spotkał i jego. Gdyby tylko wiedział wcześniej, że to co robi było pod dyktando Jasności i w myśl zasady: Ojczyzna wzywa, musisz wykonać rozkaz. Nienawidził siebie za to. Jak na byłego destruktora Daimon miał dość dziwny charakter. Mianowicie kochał zwierzęta, a najbardziej do gustu przypadły mu koty i konie. Te zwierzęta zajmowały w sercu byłego niszczyciela szczególne miejsce nie tylko dlatego, że koty były bardzo do niego podobne, tylko dlatego, że same podejmowały decyzję o tym czy komuś można zaufać czy też nie. W natłok myśli jaki powstał w głowie Daimona znów wdarł się głoś Alexiela. No tak i wracamy do spraw przyziemnych pomyślał, jednak wiedział, że to co chłopak chce zrobić jest bardzo ważne nie tylko dla niego ale i dla dobra zajęć jeśli w ogóle będzie mogło do nich dojść.
- Dziękuję. Jak tylko spotkam się z dyrektorem i obgadam z nim szczegóły tego koła sam skrobnę jakieś ogłoszenie o prowadzeniu naboru. Jednak warto by było mieś już kogoś, kto chciałby, aby takie zajęcia się odbywały. – stwierdził tak spokojnie jakby właśnie omawiał z kimś plan sobotniej herbatki, a nie podejmował tematu o zajęciach dodatkowych, które dodatkowo on by miał prowadzić. Nie wiedział w prawdzie jak takie zajęcia wyglądają i jak powinno się je prowadzić by wszyscy rozumieli ale wiedział jedno, że musi zainteresować uczniów zarówno przedmiotem jak i zajęciami w taki sposób, by oni nie poczuli, że są do czegoś zmuszani czy też lekko pchani w kierunku podjęcia decyzji. To wydawało się Daimonowi w tym momencie najtrudniejsze. Gdy znów temat zszedł na to czym się zajmował lekko spuścił głowę na dół.
- Mówię ci tyle o sobie, bo chciałbym byś wiedział jakim typem człowieka czy też stworzenia jestem oraz pokazuję czego się można po mnie spodziewać. Oczywiście tylko w stosunku do niektórych pokażę tą stronę swojej osobowości, którą teraz ty masz okazję oglądać, dla innych mogę być bardzo opryskliwy bądź też wredny. Więc jeśli kiedyś zdarzyłoby mi się potraktować cie w jakiś dziwny sposób nie miej mi tego za złe. Jeśli mam zły dzień to obrywa się wszystkim po kolei. – rzekł. To co mówił w rzeczywistości było lekkim ostrzeżeniem. Daimon doskonale wiedział, że niektóre jego zachowania czy też sposób w jaki zamierza postępować z innymi ludźmi może się nie spodobać Alexielowi. Podejrzewał, że wówczas chłopak straci do niego zaufanie i może zacząć go unikać. Jednak jeśli nawet to co teraz powiedział upadły nie wpłynie na zachowanie i relacje jaka niewątpliwie połączyła Daimona i Alexa, Raines będzie mógł się cieszyć. Sam wiele razy przeżył zawody i to bardzo poważne. Dlatego teraz bardzo rzadko, o ile w ogóle obdarzał kogokolwiek zaufaniem czy też przyjaźnią. Do tego chłopaka czuł jednak cos więcej niż zwykłą przyjaźń. Zaczynał czuć jakieś przywiązanie i nie był pewny, ale przez chwilkę poczuł, że jego dalszy los może być właśnie związany z Alexielem. Wiedział, że to wydawało się głupie oraz bardzo nie mądre jednak mógłby przysiąc, że właśnie gdy myślał o chłopaku czuł nie tylko zwykłą więź. On po prostu zaczynał się przywiązywać do tego, wydawało się na początku bezbronnego i zagubionego w świecie chłopaka i wiedział, że tej więzi nic nie jest w stanie zniszczyć czy też przerwać. Dopiero teraz dotarło do Daimona to, że gdyby próbował zapomnieć, odejść czy też zostawić Alexiela nie był by w stanie tego uczynić. No pięknie stary. Wielki Niszczyciel przywiązał się do człowieka i to tak mocno, że teraz będzie miał problem gdyby ta znajomość zostałaby z jakiegoś powodu przerwana. No po prostu gratuluję ci inteligencji ty smętny idioto w głowie upadłego rozległ się nieprzyjemny i chochlikowaty głosik z sarkastycznymi słowami. Daimon wiedział, że on ma rację, ale jednocześnie się z tego cieszył.
- Nie masz za co mi dziękować. Wiesz jeszcze jakieś zasady savoir vivru pamiętam i nie jestem ich całkiem pozbawiony. Powiem nawet, że to jedna z niewielu rzeczy, które jeszcze zachowałem po tym jak mnie wyrzucili z Królestwa Niebieskiego. A co do tego co powiedziałeś o kanapie. To ona tylko tak wygląda. W rzeczywistości jest bardzo wygodna, ale skoro podjąłeś decyzję to nie będę się z tobą kłócił. – powiedział i podszedł do okna. Uwielbiał patrzeć na to jak świat zmienia się nocą więc Alex nie miał czego się obawiać. Daimon nawet nie zamierzał stresować chłopaka w jakikolwiek sposób. Rozumiał doskonale, że dla Alexiela musi to być bardzo niekomfortowa sytuacja i nie zamierzał jej jeszcze bardziej utrudniać. Co to, to nie. W jego naturze, choć było w niej więcej wad niż zalet, nie leżało robienie czegoś, co mogło by w jakikolwiek sposób sprawić kłopot innym. Po prostu działał według zasady: Nie czyń drugiemu co tobie nie miłe.
- Nie przejmuj się. Nie odwrócę się dopóki mi nie powiesz. Nie jestem jakimś szalonym, sadystycznym napaleńcem, korty tylko czeka na sposobność by się na kogoś pogapić. Nie wiem może są tu i tacy, którzy nie potrafią uszanować czyichś uczuć, ale ja do nich nie należę. Możesz pozbywać się swojego ubrania ile chcesz. Dopiero gdy poczujesz się bezpieczny ja zrzucę swoje. – rzekł jakby to było czymś normalnym i zupełnie zrozumiałym dla upadłego. Niby było. Dla Daimona Alex dalej wydawał się lekko zagubiony. Zastanawiał się nawet czy nie zaproponować mu by zamieszkał w tym pokoju razem z nim, ale o rym najpierw musiał pogadać z władzami szkoły. Słyszał jak chłopak wsuwa się pod kołdrę i dopiero po krótkiej chwili sam zaczął rozciągać swoje skrzydła. Cóż musiał być pewny, że nic sobie nie zrobi śpiąc w takiej pozycji jaką sobie zamierzył. Po tej czynności zaczął rozpinać powoli wszystkie klamry kaftana i spodni jednak dopóki nie usłyszał od chłopaka, że może się wsunąć do łóżka nie zdejmował nic z siebie. Stał odwrócony tyłem i obserwował jak biała, puchowa pokrywa rośnie i zmywa wszystkie winy z tego świata. A przynajmniej tak sobie to Daimon tłumaczył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexiel
Szalony Naukowiec
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 26/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Pią Lut 14, 2014 6:05 am

Serce zaczęło mu szybciej bić a zęby cicho stukały o siebie, był cały w nerwach, nie rozumiał tego, nie potrafił tego pojąć, w ogóle. Cała jego forteca, żelazny mur, nie do zdobycia twierdza była właśnie brutalnie rujnowana przez upadłego, dlaczego on to robił? Dlaczego był miły dla Alexiela? Chłopak od początku wiedział, że to nie był najlepszy pomysł by prosić o te lekcje, ale chęć zdobywania wiedzy zawsze nad nim zwyciężała, a teraz to wszystko doprowadziło go do tego, że leżał w łóżku Daimona, nago z rozpalonymi policzkami, nie wiedząc kompletnie jak ma reagować ani co ma zrobić. Wszystko wydawało mu się takie zagmatwane, takie poplątane i nielogiczne, uczucia wygrywały nad jego zdrowym rozsądkiem i to nimi właśnie zaczął się powoli kierować, wiedza, mądrość, Daimon, wiedza, wiedza, Daimon, Daimon, Daimon. Imię upadłego cały czas wirowało w głowie chłopca, nie wiedział jak sobie z tym uczuciem poradzić, Kiedyś parę razy doznawał czegoś podobnego, ale nie w tak krytycznej dawce. Jego ciało zaczęło całe dygotać, a do tego czuł uścisk w środku, to było tak, jakby zaraz miał eksplodować jak wulkan w Pompejach. - Ju... Ju... Już możesz... - zaczynał się jąkać, dlaczego w ogóle on się tym tak stresował? Nie powinien, przecież wiedział, że potrafi kontrolować to co czuje i kiedy czuje, jednak dzisiejszy wieczór był inny, jakby cała jego wiedza psychologiczna prysła, a wraz z nią jego rozsądek. Odwrócił się na drugi bok, plecami do Daimona, starając się nie patrzeć na rozbierającego się upadłego, jednak nie mógł się długo powstrzymywać. Ukradkiem, od czasu do czasu zerkał na niego, widząc jego umięśnione ciało, trzeba było przyznać, że widok był ładny. Dlaczego to zrobiłem! Nie patrz się, nie patrz się, nie patrz się, całkowicie zakrywając się kołdrą, beształ się znowu w myślach za to co robił, nie mógł sobie pozwolić na miłosne zawody, ale nauczyciel zbyt bardzo pobudzał sferę uczuć Alexiela, która tak długo pozostała uśpiona, bo aż ponad dwa lata. Dlaczego on czuł coś takiego? Może to zauroczenie albo coś większego, ale nie mniej jednak, nadal pragnął Daimona, teraz już nie tylko samego głosu, ale jego całego, włącznie z charakterem. Czy to był przypadek miłości od pierwszego wejrzenia? To bardzo możliwe, jednak z logicznego punktu widzenia, któremu chłopakowi było w tym momencie brak, to miłość platoniczna, która kiedyś, prędzej czy później przeminie. Jednak on nie potrafił sobie wyobrażać tego, że kiedyś zostawi Daimona, że go kiedyś opuści, nawet jeśli to uczucie minie po pewnym czasie, to nadal będzie chciał być jego przyjacielem, nie zważając na wszystko, tylko nasuwa się pewne pytanie, dlaczego akurat jego nauczyciel? Odpowiedzi jest kilka, jedną z nich może być fakt, że upadły był zbyt miły dla Alexiela, dzięki czemu bardzo szybko zyskał sobie jego zaufanie i szacunek, ba, on nawet podziwiał jego autorytet. W sumie, gdyby nie upadły to chłopak nigdy by nie opuścił swojej niezniszczalnej fortecy gdzie uczucia były surowo zakazane, chociaż właściwie i tak jej nie opuszczał, dalej w niej siedział nie chcąc do siebie dopuścić Daimona, który to po kolei usuwał cegiełkę po cegiełce, a przecież wszyscy wiedzą, że jeżeli zniszczy się fundament budowli, to ona cała runie i zacznie swoje istnienie jako ruina, to właśnie w tym momencie robił upadły, prawdopodobnie nieświadomie. Wystawił nos za granicę kołdry, chcąc mieć świeży dostęp tlenu by mógł ponownie głęboko oddychać, niedługo po tym wystawił całą głowę zza kołdry, której teraz nie ozdabiały już rozpalone policzki. Mózg po raz ostatni tej nocy zadziałał, Alexiel musiał usunąć z siebie te negatywne stany. - Daimon, dlaczego jesteś dla mnie taki miły? - Z minimalnym uśmieszkiem na twarzy, chłopak odezwał się, przerywając ciszę, najwyraźniej ktoś przełączył jego pstryczek w umyśle na absolutną szczerość, czyżby planował powiedzieć wszystko na głos? A może chciał sprawić, by upadły domyślił się, o co tak naprawdę się rozchodziło, chłopak nie był tego pewien, ba, nawet się obawiał, że jego uczucie żywione do Daimona nie jest odwzajemnione, i to był jeden z bardziej realnych scenariuszy, więc jeśli teraz pójdzie na żywioł, to wystawi wszystko na jedną kartę, czyli po raz kolejny zaryzykuje. - Nie potrafię tego sobie wyjaśnić żadnym logicznym argumentem, ale do jasnej cholery, kocham cię - zrzucił z siebie kołdrę i usiadł na łóżku, nadal odwrócony do Daimona. Zakrył twarz swoimi rękoma, dołując się nad swoją własną głupotą i brakiem poczucia godności, według niego to, co właśnie powiedział było godne wyśmiania, a więc i tego też się spodziewał. To wszystko działo się zbyt szybko dla niego, zbyt szybko by cokolwiek z tego pojąć, to był istny chaos którego nie dane było ogarnać Alexielowi, może było zbyt wcześnie? Może nie powinien wyskakiwać z takimi wyznaniami do swojego nauczyciela, poznanego ledwo kilka godzin temu? Od przyjaźni jest jedynie kilka kroków do miłości, która potrafiłaby przetrwać wiele. A jednak nie, chłopak był kompletnie świadom tego, co powiedział, i najwidoczniej słowo miłość było odpowiednio użyte, bo teraz na zauroczenie to nie wyglądało. Absolutna szczerość jaka powstała pomiędzy Alexielem a Daimonem sprawiła, że chłopak miał kogoś komu może bezgranicznie zaufać, dziwił się samemu sobie, gdy przez chaotyczną burzę myśli przelatywało to, że mógłby poświęcić własne, jakże marne życie dla Daimona, takie przebłyski prawdopodobnie były wywołane aktualnym stanem, w jakim się znajdował, a także faktem, że po śmierci po prostu odrodzi się parę lat wstecz, a wtedy nawet po śmierci mógłby do niego wrócić, tylko czy upadły pamiętałby swojego ucznia, który miałby wtedy jedynie dwanaście lat? Mało prawdopodobne. Siedząc tak dalej i czekając na reakcję nauczyciela, chłopak oplótł sam siebie rękoma, gdyż doskwierało mu zimno, a oczy sennie wlepiał się w podłogę, mrugając co jakiś czas. Zbyt dużo zmian, zbyt wiele wydarzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daimon
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Pią Lut 14, 2014 12:45 pm

Serce Daimona również trzepotało w piersi jakby chciało z niej wyskoczyć, chociaż tak się mogło tylko wydawać Upadłemu. W końcu jego serce było już od dawna martwe. Dziwił się, że tak mocno zależało mu na chłopaku, który był o tyle od niego młodszy. Upadły był po prostu bardzo zdziwiony, że tak bardzo może się zaangażować. Jego spokój również został mocno zachwiany jednak chłodne powietrze jakie muskało jego nagą skórę torsu lekko gasiło jego podniecenie. Niestety zmęczone ciało Daimona reagowało bardzo dziwnie na to co się działo. Spokojnie oddychał. Dalej stał tyłem z rozpostartymi skrzydłami by dać im choć chwilkę wytchnienia. Ta część jego ciała coraz częściej zaczynała mu cierpnąć. Czekał by chłopak pozwolił mu się odwrócić. Nie zauważył nawet kiedy kaftan zsunął mu się z barków zastanawiał się jak długo jeszcze przyjdzie mu tutaj stać. Oczywiście jak każdy anioł, nawet upadły, był wytrzymały. Jednakże zmęczenie dopadało każdego. Zdrowy rozsądek również zaczął opuszczać Daimona i jego myśli biegły do ciała i duszy Alexiela. Oczywiście nie chciał jej pozyskać dla Pana Otchłani, on chciał ją pozyskać dla siebie. Chciał ją posiąść by poczuć ten tryumf aczkolwiek jego martwe serce nie chciało zbytnio dominować nad chłopakiem. Uspokój się były Niszczycielu. Chcesz zniszczyć tego chłopaka? Chcesz znów mieć na sumieniu czyjąś duszę? pytał się w głowie anioła szyderczy głosik. Jednak Raines nie znał odpowiedzi na to pytanie. Nie wiedział po prostu jak na to proste pytanie odpowiedzieć. Po prostu nie miał pojęcia co tak naprawdę się z nim działo.
- Ok. Już się odwracam. Tylko proszę nie wystrasz się moich blizn. One są jak pamiątki po moim dawnym i obecnym życiu. – powiedział. Po raz ostatni zamachał potężnymi, czarnymi skrzydłami i odwrócił się do chłopaka. Blizna w miejscu gdzie każda istota miała serce straszyła i wciąć pulsowała mocą, choć teraz była już ona słabsza niż wówczas gdy Daimon był Niszczycielem mianowanym i ożywionym przez samą Jasność. Teraz Alex jeśli tylko chciał mógł podziwiać ciał upadłego w całej okazałości. Mógł zobaczyć jak dobrze wyrzeźbione mięśnie poruszają się pod skórą. Jak unosi się pierś przy każdym oddechu upadłego, oraz to co tak bardzo lubiły kobiety. Wyrzeźbiony i twardy kaloryfer na brzuchu. Po chwili Daimon przeszedł koło łóżka jednak do niego nie wszedł. Podążył do drzwi by zamknąć je na klucz. Nie chciał, by ktokolwiek nakrył go w pokoju z uczniem, a poza tym nie chciał, by ktokolwiek mu przeszkadzał we śnie i odpoczynku, którego tak bardzo potrzebował. Gdy zakluczył wreszcie drzwi powrócił do pokoju i zaczął ściągać z siebie kaftan i spodnie. Bokesrki pozostawił gdyż nie chciał by chłopak się go wystraszył. Ogólnie Daimon bardzo często spał nagi jednak teraz musiał zachować trochę zdrowego rozsądku. Choć mózg upadłego już usypiał pomału to jeszcze zachował trochę świadomości. Docierało do niego wszystko co się działo jednak poruszanie zmęczonego upadłego nie było już tak perfekcyjne. Parę razy po prostu zaryłby nosem w podłogę gdyby nie zamachał skrzydłami, co utrzymywało go w pionie. Spokój Daimona również został zburzony, a słowa Alexiela ledwo do niego docierały. Gdy wreszcie pozbył się reszty ubrań i położył je na jednym z foteli wsunął się do łóżka tuż za chłopaka. Skrzydłami przytulił się do ściany pokoju i dopiero wtedy zabrał głos.
- Widzisz nie widzę żadnego powodu by być wobec ciebie w jakikolwiek sposób niemiłym. Po prostu jeśli ty nie podchodzisz do mnie od razu z urazą to i ja nie będę ciebie traktować jak wroga. Oczywiście wiem co się mówi o upadłych i ile jest o nich mitów, które w większości są po prostu wyssane z palca lub też rozsiewane przez samych przedstawicieli tej rasy. Jestem dla ciebie miły dlatego, że po prostu mi się podoba twój pęd do wiedzy, twoja odwaga oraz twój sposób wyrażania się i myślenia. To cechy, których szukam u swoich uczniów i ty je wszystkie posiadasz. – powiedział. Jeśli Alex był na tyle uważny i potrafił analizować zawoalowane, a nawet mocno zawoalowane sugestie i tą powinien odczytać w lot. DAimon miał tylko nadzieję, że nie spłoszy tym chłopaka. Tu nie chodziło o to by wystraszyć tylko by pokazać chłopakowi to, że trafił do serca Daimona i zajął w nim ważne miejsce. Ciepło kołdry oraz ciałka chłopaka było dla niego czymś nowym i trzeba powiedzieć dość przyjemnym doświadczeniem. Nie usłyszawszy ostatnich słów Alexiela, a może nie zrozumiawszy ich sensu upadły mruknął coś cicho tak by tylko chłopak mógł to usłyszeć i przy odrobinie dobrej woli można to było rozszyfrować jako: ja też cie kocham. Po tych słowach, zmęczony i wyzuty z sił upadły zasnął. Jego spokojny oddech mógł uspokoić nawet spłoszonego wierzchowca, który zerwał się z uwięzi i szalał na wybiegu. Tak mijały kolejne godziny. Upadły spał spokojnie, bez żadnego koszmaru czy też żadnego, zbędnego ruchu. Było mu ciepło, przyjemnie i bardzo błogo. Jednak gdy pierwsze promienie słońca zaczęły zaglądać do pokoju, upadły otworzył oczy i jak najdelikatniej wysunął się z łóżka. Nie chcąc budzić chłopaka zbędnym hałasem zaczął od porcji podciągnięć na drążku. Zawsze to robił gdy wstawał rano, tym bardziej, że tym razem potrzebował trochę więcej czasu by doprowadzić swoje mięśnie do pełnej sprawności, a skrzydła musiał rozciągać parę minut dłużej niż kiedy spał zupełnie sam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Właściciel Teatru
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 11/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Pią Lut 14, 2014 2:17 pm

A on już od samego rana był w ruchu. Spał jakieś niecałe cztery godziny, a wstał o szóstej rano. Mimo wszystko jest wypoczęty. Gdy śpi zbyt długo, to głowa go boli i cały dzień chodzi najeżony. Więc tak do sześciu godziny może pozwolić sobie pospać, nie dłużej, bo wtedy będzie źle.
Wstał z łóżka i co pierwsze zrobił, to je zaścielił. Dopiero po tej czynności, udał się do łazienki, żeby wziąć poranny prysznic, zimny prysznic. Inny u niego nie gra roli. Trzeba się hartować. Po dziesięciu minutach, wyszedł spod prysznica, wytarł się wraz z włosami, które zakrywały jego całą szyję i ubrał się w to co zawsze, czyli czarna marynarka, biała koszula zapinana na guziki i czarne, przylegając do jego nóg spodnie wraz z szarymi skarpetkami. Tym razem przy kołnierzu, nie zawiązał żadnego krawatu czy muszki. Oczywiście wcześniej, zabrał ze sobą wyprasowane ubrania, gdy wybierał się do swojej łazienki i rzecz jasna, bieliznę na siebie także włożył, żeby nie było. Wysuszył włosy suszarką, co zajęło mu kolejne dziesięć minut. Uczesał się i spryskał się jeszcze delikatnymi perfumami, bo jak wiadomo nie przepada za mocnymi i spokojnie mógł wyjść z łazienki, wcześniej ogarniając po sobie bałagan, o ile go zostawił i udał się do kuchni po poranną kawę, którą najpierw musiał sobie zrobić, ponieważ nikt za niego tego nie zrobi. Wady mieszkania samemu. Ale mimo wszystko, nie przeszkadzało mu to.
Nastawił wodę z czajnika elektrycznego i podczas, gdy ona się tak gotowała, Gregor, zajrzał do lodówki w poszukiwaniu dwóch jajek. Na jego szczęście, zostały jeszcze ze trzy. Gdy będzie się wybierał do swojego kumpla, bo ma dzisiaj taki zamiar, będzie musiał w drodze powrotnej wskoczyć do sklepu i zakupić prowiant, bo powoli zaczyna się mu już kończyć. Położył te trzy jajka na blacie - nie będzie pozostawiał tego ostatniego, smutno mu może się zrobić - i z górnej szafki, wziął pierwszy lepszy kubek, do którego nasypał świeżo mielonej kawy. Niesamowicie pachniała, a jaki smak odda. Wsypał dwie łyżeczki i właśnie w tej chwili, woda mu się zagotowała. Zalał ją i poczekał, aż się zaparzy. W tym czasie, wyciągnął jakąś patelnie oraz masło z lodówki. Nastawił ją na kuchenkę gazową i podpalił pod nią płomień. Dał na nią wystarczającą ilość masła do tych jajek, po czym je wbił, wysmażając, tak jak lubi, dodając uprzednio szczyptę soli. Znowu sięgnął do górnej szafki, tym razem do innej i wyciągnął z niej mały talerzyk na jego porcję jajecznicy. Przerzucił ją z patelni na talerzyk, a ze szuflady, która dosłownie była przed nim, wyciągnął małą łyżeczkę do cukru oraz widelec do jajecznicy. Do kawy, wsypał sobie dwie łyżeczki cukry i zamieszał. Nie dodawał śmietanki do kawy, ponieważ mu się już skończyła, a lubi pić kawę ze śmietanką, a niestety mleka także już nie ma. Będzie musiał przecierpieć. Wziął w zęby jeszcze dwie kromki chleba i chwycił w dłoń talerz oraz kubek i powędrował do stołu, aby skonsumować poranny posiłek, popijając kawą. W niecałe dziesięć minut, zjadł jajecznicę, a po kolejnych dziesięciu minutach, wypił kawę, zostawiając może parę małych łyków. Podniósł się ze stołu i brudne naczynia, odstawił do zlewu. Zgarnął wszystko, co było brudne i zmył naczynia. Pościerał jeszcze blaty, wraz ze stołem, na którym jadł i teraz ponownie udał się do łazienki w celu umycia zębów. Gdy to zrobił, udał się do swoich węży, aby sprawdzić, jak się miewają. Za dwa dni, będzie ich pora karmienia, więc będzie musiał jeszcze zahaczyć o sklep zoologiczny. Sprawdził, czy wodę jeszcze mają i jak się okazało, że tak, to opuścił pomieszczenie, gdzie właśnie je przechowuje. Ale zaraz, zaraz... Coś mu jednak nie pasuje. Gdzie się podział jego kruczek? Zazwyczaj, to on go budził wcześnie rano, kracząc nad uchem i to dosłownie. Wtedy przewijały mu się najgorsze z myśli, czyli chciał najchętniej go zabić, ale dzisiaj... Przeszedł się po rezydencji, w poszukiwaniu ptaszyska. Wyszedł do swojego pięknego ogrodu z basenem i... Wygrzewał się na dzisiejszym słońcu. Można powiedzieć, że od bardzo dawna nie było takiego słońca. Mimo wszystko, trochę go zdziwił fakt, że wygrzewa się na słońcu, kiedy jest zimna, ale... Nie będzie wnikał. Skoro już wie, gdzie jest, to z czystym sumieniem może powoli zbierać się do kumpla, który mieszka w akademiku na drugiej wyspie. Zrobi mu miłą niespodziankę. Ma tylko nikłą nadzieję, że zastanie go jeszcze, a jak najwyżej nie, to... Będzie czekał. Choć z tego, co dobrze pamięta, to zajęcia zaczynał dopiero o jedenastej, także na pewno zdąży. Nie zdziwiłby go fakt, jakby obudził tego śpiocha. Zabrał więc oczywiste rzeczy ze sobą, typu portfel, telefon czy pęczek kluczy i wyszedł z domu, uprzednio ubierając na siebie czarny płaszcz, buty i szal i zamknął za sobą drzwi.
Lot czasowo nie był długi. Zajęło mu to mniej niż trzydzieści minut, co komunikacją miejską byłoby o wiele, wiele dłużej. Wylądował dopiero przed samą szkołą, nie robiąc żadnego widowiska, bo nawet lekcje się jeszcze nie zaczęły. Schował skrzydła i wszedł do budynku szkoły i udał się w stronę pokoju swojego przyjaciela. Nie był w sumie do końca pewien, jaki on miał numer pokoju, ale przyjął, że był to pokoju o numerze dziesiątym. W końcu dotarł na miejsce i stanął przed drzwiami akademiku. Wziął głęboki oddech, modląc się, aby to był właśnie on, a nie ktoś inny. Nie chciał obudzić zupełnie kogoś innego lub zastać go w samej bieliźnie, czy coś. Wolał sobie oszczędzić takich widoków. W końcu odważył się i po niekrótkiej chwili, dało się usłyszeć głośne pukanie do drzwi. No, teraz powinien mu ktoś otworzyć i to ma być jego przyjaciel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexiel
Szalony Naukowiec
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 26/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Pią Lut 14, 2014 7:54 pm

Jeden wieczór a tyle zdarzeń. On też to do mnie czuje, więc... więc..., nie udało mu się dokończyć, powieki samoistnie się zamknęły, a sen nadszedł już kilka sekund później. Czwarta w nocy, pobudka! Wstajemy śpiochu! Czas rozmyślać nad wszystkimi twoimi błahostkami i sprawami które musisz rozwiązać, nie ma spania! Przez następną godzinę, do piątej, chłopak był wściekły sam na siebie ponieważ nie mógł usnąć na dłużej, budził się co godzinę, nadal z lekkim niedowierzaniem w oczach, ale widok rozebranego i śpiącego Daimona jakoś specjalnie koił jego niepokój, jakby bał się, że ten piękny, rzeczywisty sen zaraz pryśnie, a on obudzi się w środku bitwy z przebitą na wylot piersią. W głębi duszy nie chciał usypiać, chciał cieszyć swoje oczy widokiem upadłego najdłużej jak było to możliwe, a głęboki sen Daimona bardzo ułatwiał to Alexielowi. Gdy tak się budził co chwilę, to nie odczuwał zmęczenia, wręcz czuł jak go wyrywa coś z łóżka i każe zrobić cokolwiek, co nie pozwoli mu na lenienie się w łóżku, ale na bogów! Jest szósta rano, ludzie jeszcze śpią i nie można robić harmideru! Zaraz, chwila, czy to już ranek? Pierwsze promienie słońca zaczęły przebijać się przez okna, padając wprost na twarz upadłego, o nie! On się budził! Chłopak szybko zamknął oczy, udając, że cały czas śpi, nie ściskając za mocno powiek i od czasu do czasu zerkając na Daimona, Alexiel podziwiał całe jego ciało, teraz jednak w pełnej okazałości a nie pod kołdrą, jak wcześniej, na twarzy się lekko rumienił, bo wiedział, że nie powinien robić takich rzeczy, ale jednak ciekawość była od niego silniejsza. Aż tu nagle bum, całą sielankę przerwało głośne pukanie z zewnętrznej strony drzwi. Chłopak aż podskoczył, bo nie spodziewał się kogokolwiek, kto by pukał do Daimona, a już w szczególności o tak wczesnej porze, no bo kto normalny puka do kogokolwiek o takiej godzinie? On sam nawet nie śmiałby się odwiedzać kogokolwiek tak wcześnie, no chyba, że byłaby to sytuacja wyjątkowa, jednak teraz nie było czasu na dociekanie kto stał za drzwami. Alexiel wstał najszybciej jak mógł z łóżka, chwycił swoją torbę i zaczął z niej wyciągać ubrania, właściwie, to jedyne co udało mu się wygrzebać poza toną książek, to kilka marnej jakości obrazków wykonanych przez niego ołówkiem, tak, czasami rysował, jak miał ochotę i się wyjątkowo nudził, ale wszystkie jego obrazki były dla niego i z nikim się nimi nie dzielił, bo czasami gdy widział co potrafią malować czy rysować inni, to miał ochotę wrzucić swoje obrazki do pieca, zakańczając ich istnienie. - Dzień dobry Daimonie. - rzucił trochę z pośpiechem w głosie, był trochę zirytowany, że ktoś mógł być tak pozbawiony manier, że miał czelność pukać o takiej godzinie. Chociaż i tak nie ma się czym stresować, przecież Alexiel i tak nie spał od dłuższego czasu, więc co mu to mogło przeszkadzać, i może faktycznie był to bardzo ważny i nagły przypadek wizyty? Co do ubrania, nie znalazł niczego nowszego na dzisiaj, więc był zmuszony zarzucić na siebie swój pasiasty sweter i dżinsy, w sumie i tak nie miał się czym przejmować, bo przecież nie zabrudził się aż tak by było to nadto widoczne, a nawet nie było. Daimon ćwiczący na drążku, Alexiel już ubrany siedział na łóżku, a za drzwiami niecierpliwy gość pukał. Zapewne była to niezręczna sytuacja, bo jeśli osoba za drzwiami okazałaby się dyrektorem budynku albo nauczycielem, to mogłyby paść ploty, że chłopak padł "ofiarą", jakkolwiek to brzmi, nowego nauczyciela, a to z kolei nie byłoby przyjemne dla upadłego jak i dla owcy. Alexiel musiał się teraz skupić, bardziej niż kiedykolwiek, nie znał zbyt wielu nauczycieli, ale niektórych kojarzył z twarzy, więc jeżeli uda mu się w ułamku sekundy dostrzec chociaż zarys twarzy jakiegoś z nauczycieli, to prawdopodobnie przeniesie się za pomocą teleportacji wprost do szafy, to był głupi pomysł, może po prostu posiedzi tutaj na łóżku, weźmie zeszyt, długopis i będzie udawał, że coś notuje? No wiecie! Jak z tymi dodatkowymi korepetycjami, bo wyjaśnianie całej sytuacji komukolwiek wydawało mu się absurdalne, a poza tym nie mógł na głos powiedzieć, że był teoretycznie bezdomny. Druga opcja jak zwykle wydawała mu się najbardziej realna i logiczna, także chwycił przypadkowy zeszyt, chyba do chemii bo miał przypalone rogi okładki, wziął długopis i zaczął w nim coś pisać, a raczej udawał, że coś pisał. - I co teraz? - Mimo tego, że skupiał się na swoich durnych wzorach chemicznych, w jego oczach pojawiło się pytanie, sytuacja była naprawdę dziwna i nie sposób będzie z niej wybrnąć zwycięską ręką, najwyżej Alexiel wyskoczy przez okno uciekając gdzie pieprz rośnie. W jego serduszku działy się dziwne rzeczy, od motyli w brzuchu, po roboty drogowe, stres przeistaczał się w zadowolenie i na odwrót, dlaczego ktoś musiał pukać teraz? A żeby tego kogoś szlag trafił! Nie! Nie wolno mi tak myśleć, myśl pozytywnie, może to coś ważnego, nie oceniaj nikogo z miejsca, nie wolno a fe, to była jedna z przykładowych, tysięcy myśli o mało romantycznej scenie, która często pojawiała się w komediach miłosnych. Może powinienem w końcu użyć mojej mocy, i prysnąć stąd czym prędzej? Nie ma takiej opcji, a co jeśli to jakiś seryjny morderca lub porywacz? Jeszcze zrobi coś Daimonowi i... I wtedy Alexiel nogi z kręgosłupem by wyrwał. Co jak co, ale tych których kochał i lubił, bronił lepiej od siebie, często przyjmując śmiertelne ciosy na własną klatę. W pewnym zakamarku jego duszy odczuwał z tego radość i przyjemność, nie, nie był masochistą, po prostu jakoś tak lubił to, że poświęci swoje własne ja dla kogoś innego, a jako, że ono było nieskończone, to cóż... - I co teraz zrobimy? - Liczył na jakieś pomysł ze strony upadłego, ale jeśli gość przekroczy próg, Alexiel raczej utrzyma się swojego planu, czyli będzie siedział z nosem w zeszycie, notując wzorki chemiczne. A tak właściwie to po co on tak bardzo zamartwiał się o Daimona? Przecież upadły łatwo by sobie sam poradził z jakąkolwiek bestią, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daimon
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Pią Lut 14, 2014 9:51 pm

Daimon wykonywał kolejne serie podciągnięć jakby żadne zmęczenie się go nie imało. Po części tak było. Upadły bardzo rzadko odczuwał coś co można nazwać było zmęczeniem czy też znużeniem. Czasem miał wrażenie, że ćwiczenia fizyczne były dla niego ukojeniem. Teraz jednak musiał pomyśleć a właśnie w ten sposób robiło mu się to najlepiej. Zestaw porannych ćwiczeń był zawsze ten sam. Jednak dzisiaj nie dane mu było go dokończyć. Cóż tak po prawdzie to wątpił nawet czy uda mu się wskoczyć pod prysznic. Wiedział, że przyjmowanie gości spocony jak mysz nie należy do kanonu dobrych zasad, ale jeśli mu na to nie pozwolili to cóż będą musieli patrzeć na to jak Daimon wygląda po ćwiczeniach. Dopiero po jakimś czasie dotarło do niego, że ktoś do niego coś powiedział. Odwrócił się za siebie i lekko uśmiechnął.
- Witaj Alex. Nie bój się. – powiedział i podszedł do szafy. Narzucił na siebie czarny, chyba jedwabny ale ciepły szlafrok i podszedł do drzwi. Sam zachodził w głowę kto może go niepokoić o tak wczesnej porze. Nie miał jeszcze znajomych w szkole, a wielu z jego przyjaciół raczej nie miało pojęcia gdzie go szukać. Spokój upadłego został nagle zniszczony pytaniami przerażonego chłopaka.
- Proszę chwilkę poczekać. – rzekł w stronę drzwi i cofnął się w głąb pokoju. Nie wiedział jak ma uspokoić chłopaka jednak wiedział, że to on musi coś wymyślić. Widząc przerażone, fioletowe oczy było mu trudniej ale mózg Daimona pracował na wysokich obrotach.
- Ok. Widzę, że czekasz na to co ja zrobię i co powiem, otóż nie sądzę, by był to ktoś ze szkoły. Powód jest prosty, nikogo tu jeszcze nie znam więc nie masz się czego obawiać. Po drugie jeśli będą pytać to zawsze możemy powiedzieć, że masz prywatne korepetycje z mojego przedmiotu. Jednak jeśli to ma wypalić to schowaj ten zeszyt od chemii i wyciągnij ten, który powinien tu się znaleźć. A jeśli koniecznie musisz coś robić to proszę… – powiedział i zawiesił głos. Podszedł do szafki z bronią. Otworzył ją i wyciągnął jeden z swoich pistoletów. Szybkim ruchem rozłożył go na czynniki pierwsze i położył przed chłopakiem. –… przerysuj ten schemat i zapoznaj się z częściami broni. – rzekł już pewniejszym głosem. Po czym na stoliku wylądował jeszcze dość sporych rozmiarów schemat broni. Nie był on za bardzo skomplikowany i Daimon doskonale wiedział, że chłopak poradzi sobie z tym zadaniem. On zresztą nie miał się czego obawiać, a przynajmniej tak myślał. Natarczywe pukanie nie dawało mu spokoju. Z drugiej jednak strony było w nim coś znajomego i to niepokoiło upadłego. Bo dobra, kto mnie znalazł i czego do jasnej, gołej dupy chce zaczął się zastanawiać. Przechodząc więc koło stojaka na broń wyciągnął jeden z krótkich sztyletów, jakie były ukryte w rękojeści katan i znów zniknął w małym przedpokoju, jak zwykł nazywać zwężającą się część swojego „królestwa”. Żałował, że nie miał tu wizjera, by móc podejrzeć kto go niepokoi. Coraz więcej rzeczy nie dawało mu spokoju. Zawsze przecież mógł powiedzieć, że zapomniał, że umówił się z uczniem tak wcześnie i zaspał. No ale teraz to natarczywe pukanie było wręcz wkurzające, a wkurzyć Daimona to nie było takie trudne zadanie.
- Już idę. Proszę nie walić w drzwi tak mocno. – powiedział i otworzył drzwi z klucza. Gdy je otworzył zamarł i nie wiedział co ma powiedzieć. Nie widział Gregora tyle czasu. Pamiętał doskonale jakie uczucie ich łączyło ale nie podejrzewał, że anioł zdecyduje się podążyć jego ścieżką. W końcu jak by nie patrzył to co się stało z nim to było tylko ciągiem wielce dziwnych przypadków i wcale by się nie zdziwił, gdyby obecność Gregora miała z nimi związek.
- Witaj przyjacielu. – powiedział upadły spokojnym głosem. Wejdź.[/b] – zaprosił go gestem dłoni do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Właściciel Teatru
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 11/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Pią Lut 14, 2014 11:35 pm

Co do pukania, to nie było ono aż takie głośne. Wiedział, że jak za mocno będzie pukać w drzwi, to może obudzić inne osoby w akademiku, co nie byłoby wtedy za ciekawe zajście. Więc uderzył w nie raz, ale porządnie, tak, aby druga strona drzwi mogła usłyszeć, że ktoś go oczekuje. Gdy usłyszał głos zza drzwi, nie należał do swojego aktualnego przyjaciela, ale był mu znajomy, nawet bardzo. Pomyślał więc, że pewnie niedawno się obudził i to przez to.
Stał tak przed tymi drzwiami, a słowa zdążyły się powtórzyć. Wciąż był to ten sam głos. Nagle zauważył, iż jest opór na klamkę, a po chwili, drzwi się lekko uchyliły. Mimo wszystko, spodziewał się swojego kumpla lub kogokolwiek innego, a nie... Daimona. Zastygł w pierwszej chwili i nawet nie ukrywał tego, że lekko usta mu się uchyliły, a oczy wytrzeszczyły w widocznym szoku, zdziwieniu i nie wiadomo czym jeszcze. Zakrył je więc, gdy sobie to uświadomił, zamykając jednocześnie. W tym właśnie oto momencie, jego ciało wyrażało wszystko, a serce zaczęło głośniej być. Widać było, że adrenalina mu podskoczyła. Szok nadal pozostał, ale w tym samym momencie doszła radość oraz złość i żal. Czemuż to, powiadacie? Miał ku temu bardzo konkretny powód. Gregor był jednak na niego zły, że go zostawił, nie uprzedzając go o tym wcześniej. Mógł przynajmniej powiedzieć coś, pożegnać się, cokolwiek, a nie tak po prostu sobie odejść, jak między nimi nic nie było, jakby się nie znali. Po tym zdarzeniu, nie mogło do niego dotrzeć, dlaczego tak postąpił, czemu nie powiedział. Przecież nie miałby mu tego za złe. Ba! Całkiem możliwe, żeby się zabrał razem z nim. A on nagle bah! Nie ma go. Wiecie jak się czuł? [s]Chujowo.[/s] Makabrycznie.
Nie do końca wiedział, co miał zrobić, jak się zachować. Czy rzeczywiście wejść do środka pomieszczenia, a może po prostu powiedzieć przepraszam, ale to nie ten pokój i uciec z miejsca zdarzenia, udając, że go zapomniał? Będzie chciał go zatrzymać? A może pozwoli mu odejść i pogodzić się z tym, że to co było kiedyś już przepadło? Możliwe, iż ma go w sercu, pragnął go ponownie spotkać, ale mimo wszystko stracił jego zaufanie, które długo zyskiwał.
Przełknął głośno ślinę, nieco nerwowo i podgryzł swoją dolną wargę, ukazując swoje dwa białe kły. Prychnął pod nosem, a na jego mimice twarzy, pojawił się nikły uśmiech, taki od niechcenia.
- Przyjacielu? - odezwał się pełen głos zdziwienia oraz szoku, unosząc kpiąco swoje brwi. Że ma czelność wciąż nazywać go przyjacielem, w chwili, gdy zrobił mu taki numer.
- No i po co mam tam wejść? Powspominać stare dzieje? A może znowu się ze mną za kumplujesz i zostawisz mnie samego, co? Sorry bardzo, ale nie przemawia to do mnie. - oznajmił głosem pełen wyrzutu i niezrozumienia. Cofnął się nieco w tył, odgarniając swoje włosy do tyłu. Może działał zbyt pochopnie, może nie, ale... tak na dobrą sprawę, to Daimon tutaj zawinił, nie on, więc może czuć frustrację i irytację względem niego. On mu by nigdy czegoś takiego nie zrobił. Nie zostawiłby go, szczególnie, gdy był w nim zauroczony. Może dalej jest, jednak nie potrafiłby na dzień dzisiejszy tego ukazać.
- Nawet nie mam pojęcia, co mam zrobić... - przyznał się, bo serio nie wiedział, co zrobić. W sumie wiedział, gdzie już mieszka, więc mógł odejść i przyjść tu innym razem, porozmawiać z nim na spokojnie, choć z drugiej strony nie był do końca pewien swojej myśli, więc po prostu stał i gapił się na niego, na jego rysy twarzy, talię... No na niego, jednocześnie wyczekiwał na odpowiedź byłego przyjaciela, tudzież znajomego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexiel
Szalony Naukowiec
avatar

Liczba postów : 45
Join date : 26/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Sob Lut 15, 2014 3:06 pm

Okej, wystarczy już tych nerwów, Alexielowi nie chciało się stresować z samego rana, bo to by mogło wpłynąć na jego zachowanie w szkole, a przecież nikt nie chciałby mieć z nim styczności w takim stanie, nie? Chłopak uporządkował sobie wszystko w głowie, tworząc idealną równowagę dzięki której mógł się wreszcie skupić na tym, co się dzieje. Przyglądając się Daimonowi jak rozkłada pistolet, chłopak starał się zapamiętać poszczególne ruchy, by kiedyś samemu spróbować rozebrać pistolet tak szybko, jak jego nauczyciel. Posłusznie wykonał polecenie i przerysował wszystkie części. Magazynek, lufa, spust, czy to są podstawowe części broni? Tak, znał tylko podstawowe rzeczy, a gdy patrzył na resztę części, na jego twarzy pojawiał się grymas. Przecież tym też można w kogoś rzucić, a przy odpowiednio użytej sile, można i zabić! Dlaczego wszystko musi być takie skomplikowane?, zawsze tak myślał, gdy czegoś nie potrafił zrozumieć, głównie w przypadkach, gdy miał problemy z rzeczami i nauką, a przede wszystkim z matematyką, która wydawała mu się czarną magią przywoływania okrutnych demonów z siódmego kręgu. Taki żarcik, nawet przywoływanie demonów było dla niego prostsze, niż matematyka. Z rytmu jego myśli wybudziło go pewne słowo, a brzmiało ono "przyjacielu". Daimon miał przyjaciół! To dobrze dla niego, prawda? Alexiel siedząc na podłodze i przerysowując każdą część starając się przy tym zachować jak największą dokładność, przysłuchiwał się temu, co działo się przy drzwiach, nie posiadał podzielnej uwagi, więc co chwilę odrywał się od szkicowania. Głos gościa był jakiś dziwny, jakby przepełniony smutkiem i zdumieniem, czyżby nie wiedział, że drzwi otworzy mu upadły? Ta tonacja zaciekawiła chłopaka, była dość nietypowa, jakby wymieszać wstyd z gniewem, czyżby coś się sta... Zostawić? Samego? O co tu chodziło? Może ten gość był kiedyś dla Daimona, lub nawet teraz jest kimś ważnym? Ale nawet jeśli, to czemu upadł miałby go zostawiać? Alexiel nigdy nie potrafił pojąć, czemu ktoś opuszcza kogoś, na kim mu zależy, a żeby lepiej poznać to zjawisko, chłopiec starał sobie to tłumaczyć tym, że każdy ma pewne sprawy ważne i ważniejsze, którymi czasami trzeba się natychmiast zająć, są też nagłe wypadki, nie mniej jednak, wypadałoby przeprosić i wyjaśnić później całe zajście, czy coś. Aktualna sytuacja nie brzmiała na najciekawszą, a logicznym będzie to, że chłopak nie będzie miał ochoty się ukazywać. Opcja ukrycia się opada, z góry, jeszcze przyjdzie do tego, że gość Daimona wejdzie i "przypadkowo" znajdzie kryjówkę chłopaka, co wywoła chyba niepotrzebną burzę, także teraz siedział kulturalnie na swoim dupsku, starając się skupić na podsłuchiwaniu upadłego i jego gościa, a także na skończeniu tego durnego okręgu który za nic nie chciał mu wyjść. Tylko czemu w powietrzu wręcz unosiła się nieprzyjemna aura? Może powinien ją jakoś uspokoić? Chociaż to wiązało się z ryzykiem ukazania się. Każda akcja wywoła reakcję, pytanie tylko, czy pozytywną?
W brzuchu Alexiela coś zaburczało, co prawda cicho, ale chłopak nadal to poczuł, wypadałoby coś zjeść. Odstawił zeszyt i zaczął grzebać w swojej torbie, szukając czegoś do zjedzenia. Zeszyt, zeszyt, więcej zeszytów, stary papierek po cukierku, bomba hextechowa, czeko... Zaraz, co tu do cholery robi moja bomba!? No właśnie, kto ją tu włożył? Czyżby to była sprawka Rafaela, który zaczął przeczuwać niebezpieczeństwo? Alexielowi serce podskoczyło do gardła, gdyby to przypadkowo wybuchło w jego torbie, to wysadziłby połowę wyspy, jak nie całą, w tym momencie poczuł się, jak jakaś gimnazjalista która została złapana za rękę podczas palenia papierosa. A może chłopak przypadkowo przywołał przez sen tę bombę? Ale chwila, przywołanie przedmiotów? To on coś takiego potrafił? Może to jego nowa zdolność, albo czysty przypadek. Musiałby się temu bliżej przyjrzeć by cokolwiek wnioskować. Także teraz siedział cicho bez słowa na podłodze, czekając na dalszy rozwój wydarzeń, bo wykonanie jakiegokolwiek śmielszego ruchu mogłoby zakończyć się katastrofą, więc pozwolił sobie na zaufanie Daimonowi i temu, co planuje zrobić, o ile w ogóle cokolwiek planował. Jedyne, co chłopakowi pozostaje, to baczna obserwacja rozwoju wydarzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daimon
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 38
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   Sob Lut 15, 2014 10:15 pm

Pot. Zimny, nieprzyjemny i lepki pot zaczął spływać mu spod włosów. Przed nim stał jego przyjaciel, a przynajmniej kiedyś tak właśnie było. Teraz jednak zachowanie Gregora go zadziwiało. Ok, zawiódł jego zaufanie, ale niby jak miał go powiadomić jak w Niebie wydali za nim list gończy i przez kilka ładnych lat ścigali jak zaszczute zwierzę i na ziemi, dopóki się domyślili, że Pan zabrał mu moc Destruktora. Żałował, że Gregor nie zdawał sobie sprawy jak ciężko było Daimonowi teraz stać przed nim i patrzeć się w zimne i nieprzyjazne oczy byłego przyjaciela. Co niby miał zrobić by mu uświadomić, że gdyby wrócił pierwszy, lepszy siepacz Michała, by go zabił. No cóż Daimon nie wiedział co ma zrobić. Mógł pokazać Gregorowi blizny, mógł pokazać mu swoje skrzydła, które nie raz były połamane. Jednak wiedział, że nic nie jest w stanie zmienić decyzji przyjaciela, a raczej byłego przyjaciela. Upadły po prostu stał jak słup soli. Nie wiedział nawet, że przez tą całą sytuację rani sobie rękę ostrzem sztyletu, który miał schowany za plecami. W końcu to, że Gregor go znalazł mogło oznaczać dwie rzeczy. Pierwsza z nich dotyczyła jego aresztowania i postawienia przed sądem. Jednak z drugiej strony Daimon nie wyczuł żadnego niebezpieczeństwa więc rzeczywiście wizyta Gregora mogła być po prostu zwykłym przypadkiem, w które upadły za bardzo nie wierzył. Na razie stał w drzwiach i starał się coś wymyślić, by odpowiedzieć Gregorowi, ale jego mózg w tym momencie poddał się dziwnemu odrętwieniu jakie zawładnęło całym ciałem Daimona. No to przyszedł czas by pomyśleć o ucieczce lub też o lepszej kryjówce pomyślał i to otrzeźwiło jego umysł. Przecież nie mógł zostawić Alexiela na pastwę losu. To nie pierwszy raz gdy Raines był postawiony między młotem, a kowadłem. Aktualnie sytuacja wydawała się nie mieć wyjścia.
- A jak mam cię nazywać, inaczej? Kiedyś przecież coś nas łączyło. Myślałem, że to przetrwało. – powiedział najbardziej chłodnym tonem na jaki było go stać. No skoro Greg pierwszy zaczął tą rozmowę i to w ten sposób, to Daimon nie zamierzał być mu dłużny. O co to, to nie. Upadły nigdy nie załatwiał tak spraw. On przynajmniej pozwolił by się wytłumaczyć. Nie zauważył nawet jak szlafrok zsunął z jego lewego barku odsłaniając paskudnie wyglądającą bliznę, zapewne po mieczu lub jakimś pocisku. Greg sam nie pamiętał po czym ją ma. Zresztą nie wiedział nawet, że w ogóle jest widoczna.
- Mnie pytasz po co masz wejść? Myślałem, że masz jakąś sprawę skoro przyszedłeś o tak wczesnej porze. Wiesz mi nie przeszkadza to, że jest wcześnie. Jednak musisz wiedzieć jedno. Nigdy o tobie nie zapomniałem. Nawet wtedy kiedy leżałem cały we krwi w jakimś zaułku w Otchłani. Wołałem ciebie, ale nie przyszedłeś. – rzekł. W tym momencie chciał po prostu skończyć rozmowę, by nie rozdrapywać starych ran, które zdążyły się zabliźnić już w jego sercu. Jednak nie mógł wykonać żadnego ruchu. Po prostu był jak kukła, której przywiązano do rąk i nóg sznurki i kazano wisieć na kołku czekając na swoją kolej by pokazać się na scenie.
- Ja też nie mam pojęcia co masz zrobić. Ale jeśli przyszedłeś do mnie by założyć mi kajdany to proszę, jestem gotowy by stanąć twarzą w twarz przed Jasnością i powiedzieć jej to samo co było przyczyną mojego strącenia. – rzekł i odrzucił sztylet tak by Gregor nie mógł go widzieć. Teraz dopiero do Daimona doszło, że prawa ręka krwawi. Martwe serce upadłego jakby mocniej drgnęło. Nie wiedział kompletnie jak ma wytłumaczyć byłemu przyjacielowi to, że w jego pokoju jest obecny chłopak. Cóż teraz nie zamierzał się nad tym zastanawiać. Cieszył się, że Alex zajął się tym o co Daimon go prosił. Nie wiedział oczywiście, że chłopak pilnie strzyże uchem i podsłuchuje ich rozmowę. Nagle przyszedł mu do głowy szalony pomysł. Wiedział doskonale, ze on raczej nie wypali, a tylko wzbudzi zazdrość u Gregora. Cóż w rozumieniu upadłego zasługiwał by trochę pocierpieć. Prawa ręka coraz mocniej rwała, ale na razie Daimon nie mógł sobie jej w żaden sposób opatrzyć, a uleczenie siebie tym bardziej nie wchodziło w grę. Wtedy wystraszyłby zarówno Alexa jak i Gregora. Nie był pewny czy przyjaciel wiedział jaką moc on posiada oraz czy widział jakie są skutki jej użycia. Stał i czekał na co zdecyduje się Gregor. Teraz piłeczka była po jego stronie, choć Daimon miał dość szatański plan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój numer 10 - Królestwo Daimona   

Powrót do góry Go down
 
Pokój numer 10 - Królestwo Daimona
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» Pokój numer 1.
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» Pokój numer 177; Himari Yoshino.
» Pokój numer 188; Kyoji Kusatsu i Momo Kyubei.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 ::  :: Akademik :: Pokoje Nauczycieli-
Skocz do: